Skip to content

scooltury Posts

Gozo

Maleńka wyspa stworzona do wędrówek przed siebie. Zgubić się nie sposób, tylko czas trzeba dobrze wybrać. Może wrzesień jeszcze nie jest najlepszy, bo żar leje się z nieba, znalezienie kawałka ziemi w cieniu graniczy z cudem (Molik wie, bo szukała) i jest się jak na rozgrzanej patelni. Ale na wiosnę lub w październiku skwar pewnie mniejszy i przyjemność z dreptania większa. Widoki wszędzie obłędne. Cisza jak makiem zasiał, można odpocząć. A jak odejść trochę od wybrzeża w stronę centrum wyspy, to widać…

read more Gozo

Leave a Comment

Sliema

Jest jakiś nieład w tych zdjęciach, od godziny przestawiam i nie chcą się w jedną całość ułożyć. Zmieniam tytuł na Sliema, bo w oryginale jako Tas-Sliema brzmi fatalnie, ani tego się nie wypowie, ani nie do wygląda. Ale może nieład jest nieunikniony, bo cały wyjazd jeszcze na dzień wcześniej był chaosem, chociaż bilety od pół roku na skrzynce zalegały. Nocleg wybierałyśmy na tyle późno, że nie mogłyśmy już wybrzydzać. Wrzesień na Malcie to jeszcze pełnia sezonu. Koniec końców i tak wieczorne posiadówki na dachu przeszły…

read more Sliema

Leave a Comment

Co dobrego na Malcie?

Mam spory poślizg z publikacją zdjęć i wrażeń z Malty: pewne z nich zdążyły się nieco zatrzeć, inne wyostrzyły, a w głowie zostały przede wszystkim ujęcia pięknego wybrzeża, klifów, drewniane balkony przypominające te z Tbilisi poprzedniego lata, ale też poczucie ciasnoty i ograniczenia wielkością wyspy. Mniej tu było zawrotów głowy i zachwytów, a więcej witaminy D i relaksu. Trochę biletów na Maltę musieli ostatniego latać sprzedać, bo kogo nie zapytałam to albo się wybierał, albo właśnie wrócił stamtąd. Mnóstwo osób wcześniej przetarło szlaki, więc…

read more Co dobrego na Malcie?

Leave a Comment

Połonina Wetlińska i Smerek

Zawsze nerwowo sprawdzamy przed wyjazdem pogodę, jakby od tego tylko i wyłącznie miała zależeć pomyślność wycieczki. Zapowiadali załamanie, więc na wszelki wypadek planszówki i książki wrzuciliśmy do bagażnika. I coś na rozgrzanie też. Przystanek w Jaśle, ostatnie pięćdziesiąt kilometrów do Wetliny po dziurach. Spanie jak na półkoloniach: duża noclegownia, roztocza w ciężkich gryzących kocach, wszędzie boazeria, w niej ukryty prysznic. Za oknem strumyk, więc nikt wcześnie nie wstaje w przeświadczeniu, że za oknem leje. Niebo zachmurzone i odwlekamy decyzję, czy w góry, czy…

read more Połonina Wetlińska i Smerek

Leave a Comment

Mazury – tydzień na łajbie

Zdałyśmy jacht w Giżycku. Dwie przecięte cumy, dwa utopione telefony (jeden w Sztynorcie, drugi w Skłodowie) i wiaderko; wyłowiony but i grzebień, niezauważalnie obita burta, miliony siniaków, notorycznie zrywający się kontrafał. Załoga na pokładzie natomiast w komplecie. Siedzimy w Giżycku pośrodku hałaśliwego lunaparku. Mogłoby to być równie dobrze w jednej z tych nadmorskich miejscowości, gdzie nie szum morza się niesie, a radiowa muzyka i hałasy lunaparku. Pogoda w ogóle nie na opalanie, więc rodziny z dziećmi krążą. Krążą wokół tych samych stoisk oferujących…

read more Mazury – tydzień na łajbie

Leave a Comment

Lwów

Ukraińska granica cierpliwości Pod żadnym pozorem nie należy jechać do Lwowa autobusem z któregoś z polskich miast. Taki chociaż bezpośredni i nie wymaga przesiadek, dźwigania bagażu, to jednak utyka na granicy w kilkugodzinnym korku. Żeby jeszcze coś się działo, żeby nam sprawdzali torby, patrzyli głęboko w oczy i weryfikowali dokumenty, ale tam jak gdyby nikt nie pracował. Kierowca to odpala, to gasi silnik. Wychodzimy rozprostować nogi, ale te już w kolanach zastane, później skurcze łapią okrutne. Jest gazeta, czytnik, i…

read more Lwów

2 Comments

Bari

Miasto jest właściwie podzielone na dwie części: starą, pełną krętych i nieregularnych uliczek wypełnionych zapachem świeżo wypranej pościeli, w których człowiek się gubi, i odnajduje, gubi i odnajduje, i drugiej – nowoczesnej, zabudowanej w równych odstępach, stanowiącej sypialnię i część użytkową miasta. Jedną od drugiej oddziela Corso Vittorio Emanuele. Ta druga część chociaż praktyczna, bo tam oprócz mieszkań, sklepy z czym potrzeba, biura i fast foody, ale trudno znaleźć w niej to, czego akurat szukamy. Lub też szukamy w niewłaściwym czasie.…

read more Bari

Leave a Comment

Alberobello – Locorotondo – Martina Franca

Już się trochę zdradzę, bo zostawiłam Bari na koniec do opisania, choćby wisienkę na torcie, ale mnie nie urzekło i nie porwało. Trzy dni tam byłyby zbytkiem. Szczególnie, że marzec to jeszcze nie czas na leżakowanie, samo miasto też niewielkie i poza starówką niezbyt urokliwe, ale o tym jeszcze więcej może się napisze. Stąd warto dzień na wycieczkę po prowincji poświęcić (zresztą na wycieczkę to zawsze warto, wiadomo). Niby tylko trzy dni, ale można je naprawdę nieźle urozmaicić. Ten dzień dość intensywny. Buongiorno,…

read more Alberobello – Locorotondo – Martina Franca

Leave a Comment

Polignano a mare

Pierwsze kroki w trakcie expresso po Apulii skierowałyśmy nad morze – tam leniwa niedziela mogła się udać. Skoro już plaża to nie miejska, nie z przeciętnym widokiem, dlatego najpierw wycieczka pociągiem do Polignano a mare, które wcześniej sobie upatrzyłyśmy. Już bardziej nad morzem Polignano położone być nie mogło. Z Bari jedziemy z Trenitalia. W tych liniach bilet (2,5 EUR) jest ważny przez cztery godziny od skasowania, więc jak kto zdoła, to można jeszcze zahaczyć o miasteczka po drodze np. Mola di Bari. My…

read more Polignano a mare

Leave a Comment

Expresso po Apulii

Stacjonujemy w Bari Chociaż zwykle dobrze sypiam w nowych miejscach, szczególnie gdy dni pełne wrażeń, to tym razem pobudka co dwie godziny, nos zmarznięty, gdy tylko wystawić spod kołdry i nieodłączne poczucie, że już czas wstawać. Włosi trąbią w nocy nawet poza sezonem. Okna niby szczelnie pozamykane, ale co chwilę sprawdzamy, bo i hałas, i zimno z zewnątrz się niosą jakby pootwierane na oścież były. W głębi hostelu natomiast cisza jak makiem zasiał – gdyby nie mijani przy wejściu pojedynczy goście, można by pomyśleć, że…

read more Expresso po Apulii

Leave a Comment