Skip to content

scooltury Posts

Lwów

Ukraińska granica cierpliwości Pod żadnym pozorem nie należy jechać do Lwowa autobusem z któregoś z polskich miast. Taki chociaż bezpośredni i nie wymaga przesiadek, dźwigania bagażu, to jednak utyka na granicy w kilkugodzinnym korku. Żeby jeszcze coś się działo, żeby nam sprawdzali torby, patrzyli głęboko w oczy i weryfikowali dokumenty, ale tam jak gdyby nikt nie pracował. Kierowca to odpala, to gasi silnik. Wychodzimy rozprostować nogi, ale te już w kolanach zastane, później skurcze łapią okrutne. Jest gazeta, czytnik, i…

read more Lwów

2 Comments

Bari

Miasto jest właściwie podzielone na dwie części: starą, pełną krętych i nieregularnych uliczek wypełnionych zapachem świeżo wypranej pościeli, w których człowiek się gubi, i odnajduje, gubi i odnajduje, i drugiej – nowoczesnej, zabudowanej w równych odstępach, stanowiącej sypialnię i część użytkową miasta. Jedną od drugiej oddziela Corso Vittorio Emanuele. Ta druga część chociaż praktyczna, bo tam oprócz mieszkań, sklepy z czym potrzeba, biura i fast foody, ale trudno znaleźć w niej to, czego akurat szukamy. Lub też szukamy w niewłaściwym czasie.…

read more Bari

Leave a Comment

Alberobello – Locorotondo – Martina Franca

Już się trochę zdradzę, bo zostawiłam Bari na koniec do opisania, choćby wisienkę na torcie, ale mnie nie urzekło i nie porwało. Trzy dni tam byłyby zbytkiem. Szczególnie, że marzec to jeszcze nie czas na leżakowanie, samo miasto też niewielkie i poza starówką niezbyt urokliwe, ale o tym jeszcze więcej może się napisze. Stąd warto dzień na wycieczkę po prowincji poświęcić (zresztą na wycieczkę to zawsze warto, wiadomo). Niby tylko trzy dni, ale można je naprawdę nieźle urozmaicić. Ten dzień dość intensywny. Buongiorno,…

read more Alberobello – Locorotondo – Martina Franca

Leave a Comment

Polignano a mare

Pierwsze kroki w trakcie expresso po Apulii skierowałyśmy nad morze – tam leniwa niedziela mogła się udać. Skoro już plaża to nie miejska, nie z przeciętnym widokiem, dlatego najpierw wycieczka pociągiem do Polignano a mare, które wcześniej sobie upatrzyłyśmy. Już bardziej nad morzem Polignano położone być nie mogło. Z Bari jedziemy z Trenitalia. W tych liniach bilet (2,5 EUR) jest ważny przez cztery godziny od skasowania, więc jak kto zdoła, to można jeszcze zahaczyć o miasteczka po drodze np. Mola di Bari. My…

read more Polignano a mare

Leave a Comment

Expresso po Apulii

Stacjonujemy w Bari Chociaż zwykle dobrze sypiam w nowych miejscach, szczególnie gdy dni pełne wrażeń, to tym razem pobudka co dwie godziny, nos zmarznięty, gdy tylko wystawić spod kołdry i nieodłączne poczucie, że już czas wstawać. Włosi trąbią w nocy nawet poza sezonem. Okna niby szczelnie pozamykane, ale co chwilę sprawdzamy, bo i hałas, i zimno z zewnątrz się niosą jakby pootwierane na oścież były. W głębi hostelu natomiast cisza jak makiem zasiał – gdyby nie mijani przy wejściu pojedynczy goście, można by pomyśleć, że…

read more Expresso po Apulii

Leave a Comment

„Mam na imię Lucy” – jak czasem ocenię po okładce

Książkę dostałam w jednym prezencie z prawniczymi wydawnictwami, prawdopodobnie dla zrównoważenia ilości paragrafów. I chociaż darowanemu w zęby się nie patrzy, to trochę z żalem spojrzałam jak inna dziewczyna wyciąga z torebki jeszcze pachnącego „Króla” Twardocha. Wtedy nie wiedziałam co prawda, że tak spodoba mi się jego „Drach”, który już czekał na półce, ale jak kapryszące dziecko chciałam właśnie TĘ książkę. Jednak na własność miałam Lucy. I chociaż ani tytuł, ani autorka nic mi nie mówiły, a okładka nie wydawała się specjalnie…

read more „Mam na imię Lucy” – jak czasem ocenię po okładce

Leave a Comment

Poczytuję za ważne

Za sprawą Bartka ostatecznie postanowiłam nie tracić czasu na kiepskie lektury i rezygnować z tych mniej istotnych, bo za mało, za mało czasu na te naprawdę warte przeczytania. A ja niejednokrotnie rozpoczynam, ciągle liczę, że z kolejną stroną dowiem się czegoś nowego, ciekawego lub że akcja stanie się wartka, a w połowie przerwać jest mi najzwyczajniej w świecie głupio. Lubię skończyć to co zaczęłam. A skoro już tak postanowiłam to dokonałam też wstępnej selekcji. Niełatwo się książek pozbywać, ale kupienie niektórych było…

read more Poczytuję za ważne

Leave a Comment

Berlin na jesień

Kiedyś myślałam, że Praga taka piękna i lubiłabym do niej wracać. Ale czy wracałam w sierpniu, czy w lutym, przez te wąskie kamieniczki tłumy się przelewały, most Karola był nie miejscem do spaceru, ale mocnego trzymania torebki i wymijania kolejnych grup z przewodnikami. A do Berlina bym teraz nawet nie wracała – zamieszkałabym – bo nie wiem, ile długich weekendów byłoby potrzebne, żeby to miasto lepiej poznać. Ukuło się ostatnio, że jest dobrym miejscem do życia. Są parki, dobra komunikacja, mnóstwo pięknych kamienic.…

read more Berlin na jesień

Leave a Comment

Signagi w Kachetii

To są ostatnie nasze dwa dni w Gruzji. Zobaczyliśmy Swanetię, zamoczyliśmy nogi w Morzu Czarnym przy brzegu Batumi, dotarliśmy też do Kazbegi. Teraz zostajemy w Tbilisi. Wystarczy nam już porannych pobudek, żeby czym prędzej rozpocząć trekking. Dlatego niespiesznie ruszamy metrem na dworzec Samgori i przez odgórnie narzucany niepośpiech spóźniamy się na marszrutkę, która miała odjechać o dziewiątej do Signagi w regionie Kachetii. Trochę zajęło nam jej szukanie, bo dworzec to w istocie bazar i nieoznakowana dżungla, ale trzymając się zasady koniec…

read more Signagi w Kachetii

Leave a Comment

Kilka ujęć z Kazbegi

Pojechaliśmy marszrutką z Tbilisi, gruzińską drogą wojenną. Nocleg u Mai, na wzgórzu, skąd na szlak już było bardzo blisko. Tego samego dnia po kilku ulewnych przestało w końcu padać. Pod wieczór mecz Polska- Szwajcaria w gruzińskim barze, przy jednym stole z Polakiem chcącym zdobyć Kazbek ze swoim synem, a za nami para starszych Szwajcarów spokojnie znosząca porażkę rodaków. Do piwa chinkali zamiast chipsów. Poranny spacer na wzgórze do kościoła Trójcy Świętej. Jeden rozbity namiot, poranek pewnie równie dla nich chłodny co dla…

read more Kilka ujęć z Kazbegi

4 Comments