Skip to content

Alberobello – Locorotondo – Martina Franca

Już się trochę zdradzę, bo zostawiłam Bari na koniec do opisania, choćby wisienkę na torcie, ale mnie nie urzekło i nie porwało. Trzy dni tam byłyby zbytkiem. Szczególnie, że marzec to jeszcze nie czas na leżakowanie, samo miasto też niewielkie i poza starówką niezbyt urokliwe, ale o tym jeszcze więcej może się napisze. Stąd warto dzień na wycieczkę po prowincji poświęcić (zresztą na wycieczkę to zawsze warto, wiadomo). Niby tylko trzy dni, ale można je naprawdę nieźle urozmaicić.

Ten dzień dość intensywny. Buongiorno, espresso, croissant, wycieczka na dworzec, Alberobello, Locorotondo, Martina Franca. W sumie do przejechania 70 km, ale Ferrovie del Sud Est już nie tak szybkie jak Trenitalia i łącznie taka wycieczka pociągiem zajmuje 2,5 h (w jedną stronę 5 EUR, a z Alberobello do kolejnych miast po 1 EUR). Jadąc samochodem i wyjeżdżając odpowiednio wcześnie udałoby nam się pewnie zobaczyć jeszcze dobrze zapowiadającą się Materę, a tak trzeba się było obejść smakiem do następnego razu.

Alberobello 

wiedziałam, że muszę odwiedzić jak tylko w oczy rzuciły mi się bajeczne trulli – małe zabielane chatki ze stożkowymi dachami. Nigdy wcześniej podobnych nie widziałam. Już z pociągu widać je porozrzucane gdzieniegdzie na polach oliwnych, ale prawdziwego ich skupiska właśnie w Alberobello trzeba szukać. Nie bez przyczyny wpisali to miejsce na światową listę UNESCO i próżno takiego gdzieś na północy szukać. Nie mówię, że dnia braknie na podziwianie każdego domku z osobna, ale trzygodzinny spacer w labiryncie trulli jest całkiem atrakcyjny. Nas marcowych zwiedzaczy ten problem nie dotyczył, ale nawet jeśli będzie tłumnie, to łatwo turystów w tej gęstwinie domków zgubić.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Locorotondo

Trochę ubarwiłam, bo na wstępie tak się wyraziłam, jakby plan wycieczki był skrzętnie opracowany, ale tak po prawdzie to Locorotondo w nim pierwotnie nie było. Dopiero na stacji w Alberobello, na której spotkałyśmy Polaków sprawdzających rozkład jazdy i wybierających się do Locorotondo, bo podobno tam tak ładnie, postanowiłyśmy się jeszcze zatrzymać na stacji przed Martina Franca. O mały włos przegapiłybyśmy tę mieścinę. A tam tak ładnie! Chociaż zanim dotarłyśmy do serca Locorotondo i tych ładnych pobielanych uliczek, które widać na zdjęciach to nam trochę drogi między zwykłymi blokami zeszło. Tam już żadnych turystów, a w ogóle to sjesta, więc ani żywego ducha, całe miasteczko dla nas.

Martina Franca

Tendencja była spadkowa, bo o ile dwie powyższe mieściny za serducho chwytają, to w ostatniej na trasie zwanej Martina Franca nie było za bardzo czego szukać. Oprócz głównego placu, który widać poniżej, trochę krążenia wśród zaniedbanych (w przeciwieństwie do Locorotondo) kamienic. I zapach świeżego prania zapamiętany z Bari. Godzinę poświęcić maksymalnie można, później człowiek goni własny ogon. My miałyśmy problem ze znalezieniem nawet miejsca z lodami. Godzina maksymalnie!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *