Skip to content

All i want for christmas

19 grudzień 2013

Już w Stansted klimat świąteczny nas dopadł, te wszystkie jingle bellsy i christmas timy, od których nie da się opędzić. Opuścił już za to w Lizbonie przy plus osiemnastu stopniach, gdzie kolorowo przybrane choinki zdają się być atrapami, a uliczne ozdoby- których jest znacznie mniej aniżeli w innych stolicach europejskich-  stają się zauważalne dopiero w nocy. Co najmniej dziwnie wygląda Milena na zdjęciu: Chiado, na tle choinki ustawionej na środku placu, jak to na rynkach bywa, i te oksy przeciwsłoneczne. Nie ten klimat na święta. Ani śniegu, ani zmarzniętego noska i potrzeby ogrzewania się herbatą z miodem i z cytryną, która u mnie teraz do każdego dania.

Wracamy za to w rytm driving home for christmas, bo poniedziałkowe pieczenie pierników z Malwiną przede mną, z amerykańskimi przedkoolędami w tle, w rytm których rozwałkowujemy ciasto i przygotowujemy grzańca z odrobiną przyprawy do piernika i miodem na osłodę. Klimat podtrzymuje wieczorna playlista Honoraty.
Powiem brzydko, d o  p o r z y g u.

Niezmiennie tylko choruję w centrach handlowych, gdzie po godzinie robi mi się gorąco, duszno i tłumy przyprawiają mnie o zawrót głowy (tak chyba wyglądały objawy japończyków przy okazji syndromu paryskiego..). Staram się sensownie rozplanować świąteczne zakupy, żeby wyjść z nich cało i bez szwanku. Wracam razem z tymi tłumami tramwajem i sytuacja jak boga kocham z Misia, kiedy do przepełnionego wagonu wciska się pan, z choinką po sufit i krzyczy te swoje: przepraszam, przepraszam, bo święta. Ale wiesz, tak że wszyscy muszą go słyszeć  i jego tylko karpia mu brak. Za to alkoholu niekoniecznie, co w tak gęstym powietrzu jest z łatwością wyczuwalne. A po minucie krzyk, że nie wiadomo czy żart, czy pełna powaga. Ktoś go tam po dupie maca. Tramwaj drży od chichotu, pan dzielnie trzyma choinkę i ruszamy w święta.

Ja jadę z tymi naszymi pierniczkami już w pudełku, żeby zmiękły. To mój i nasz debiut, nie jak mamine, ale jak cieszą!  Prezentują się niczego sobie, a obok korzennych to już w ogóle. Choć te dopiero w planach. Na ten czas chcę tylko dobrych pierogów, aromatycznych makiełek i świętego spokoju. Żeby czas mi się zatrzymał na trochę: tak przy kolędowaniu jak i przy garach, a tylko z bliskimi; żeby nic nie trzeba było, a wszystko się chciało.

Na ten czas zawieszam podróże. To był  dobry rok, żeby zobaczyć trochę świata, ale teraz czas nadrabiania zaległości nadszedł. Rzeczywistość sama się do kupy nie pozbiera, trochę jej pomogę, a później ruszę dalej.

Ale najpierw święta, so leet’s the christmas spirit rain! lala

Cieszta się i radujcie, bo nie wiadomo kiedy następne.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *