Skip to content

Bari

Miasto jest właściwie podzielone na dwie części: starą, pełną krętych i nieregularnych uliczek wypełnionych zapachem świeżo wypranej pościeli, w których człowiek się gubi, i odnajduje, gubi i odnajduje, i drugiej – nowoczesnej, zabudowanej w równych odstępach, stanowiącej sypialnię i część użytkową miasta. Jedną od drugiej oddziela Corso Vittorio Emanuele.

Ta druga część chociaż praktyczna, bo tam oprócz mieszkań, sklepy z czym potrzeba, biura i fast foody, ale trudno znaleźć w niej to, czego akurat szukamy. Lub też szukamy w niewłaściwym czasie. Rano jest zbyt wcześnie i wszystkie drzwi jeszcze zamknięte, później my zwiedzamy, kiedy Włosi pracują, następnie niezależnie od pogody sjesta, zwykle wtedy kiedy akurat nasze żołądki zaprogramowane na polską modłę by jadły. Włosi ożywają późnym popołudniem i do dwudziestej pierwszej można jeszcze coś załatwić. Nawet w niedzielę wieczorem, kiedy u nas już raczej spokój na ulicach i wyciszenie przed pracowitym poniedziałkiem. Włosi wręcz przeciwnie, oni wtedy na ulice wypływają, na lody, spacer, kawę. Po dwudziestej pierwszej w Bari już nic nie da się kupić, co początkowo produkuje dużo żółci, bo wiadomo, że u nas zawsze coś za rogiem jest czynne, ale człowiek w gościach i musi się dostosować.

Zachwyciłam się marcowym słońcem, wolnym czasem, czytaniem książek na starówce i nicniemuszeniem. Ale samo miasto mnie nie urzekło. Jest co prawda atrakcyjniejsza stara część, piazza Mercantile, bazylika San Nicola, zamek Svevo, mają port i te wszystkie punkty warto zobaczyć, ale jeden dzień w zupełności wystarcza, żeby zwiedzić co polecają i jeszcze wypróbować małych uszek (makaronu orecchiette) i popić domowym winem. Trzeba mimo to oddać, że jest pewna autentyczność, nie wiem czy tylko marcowa, czy w tym mieście całoroczna, która polega na tym, że jak się człowiek zapuści w te uliczki, to tam mammy rozwieszające pranie, czatujące przy zawsze otwartych drzwiach sąsiadki, radio dochodzące z domu i dzieciaki grające w piłkę. Poza tym cisza i turystów tyle, że nie zagłuszają mieszkańców.

Jak się komuś bardziej spodoba – można zostać dłużej, komu mniej – Bari Centrale niedaleko. Można wsiąść do pociągu: Alberobello, Locorotondo, Martina Franca lub wybrzeże w Polignano a mare czekają, żeby je zobaczyć. W pobliżu poleca się jeszcze Matera, podobno warto, my nie zdążyłyśmy. Nie ma co przesadzać z grafikiem (tak namawiam sama siebie #slowlife).

Załączam obrazki Bari.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *