Skip to content

Kategoria: podróż

U progu San Francisco

18 sierpień 2013 Zanim zdjęcia, widokówki, to co miłe i przyjemne dla oka- muszę nadmienić, że człowiekowi ekscytacja czasem zdrowy rozsądek odbiera. I to po całości. Teraz wspominam to jak najprzyjemniejszy moment z dzieciństwa, do którego mogę wracać, dorabiać historie, tu dodać, tam ująć, bo większość szczegółów z czasem uciekła, a zostały tylko najsilniejsze odczucia. Było jak było- tyle, że w pewnym momencie groźnie. Więc słuchaj: w szale planowania naszych podróży i wyszukiwania okazyjnych biletów nie wzięliśmy pod uwagę, że…

read more U progu San Francisco

Leave a Comment

Santa Monica

16 sierpień 2013, mogłabym na potrzeby chwili stworzyć mniej lub bardziej prawdziwą teorię, która jasno wskazywałaby na szczytne cele naszej podróży do Santa Monica, ale nie czarujmy się: chcieliśmy się po prostu wygrzać i lenić przez pół dnia, odespać w słońcu wszystkie jet lagi, noce, gdy nie zmrużyliśmy oka albo te, podczas których udało nam się je ledwo przymknąć, a już dzwonił budzik, że czas się zbierać; chcieliśmy jak klasyczni plażowicze szerokich połaci piachu, wielkich fal w oceanie i świętego…

read more Santa Monica

Leave a Comment

Los Angeles

Nie mam pojęcia skąd się u mnie wzięło przekonanie o tym, że Los Angeles rozczarowuje, że jest przereklamowane i przebywanie tam nie jest tak fascynujące i kuszące jak samo marzenie o nim. Teraz bardziej niedowierzanie niż rozczarowanie jest mi bliskie. Patrzę na zdjęcia i szkoda mi tych myśli i niewykorzystanych szans. Bo jasno i otwarcie trzeba sobie powiedzieć, że zwiedzanie LA w naszym wydaniu nie tyle się nie udało, co było bardzo wybiórcze i pobieżne. Od początku wdarł się chaos, swego rodzaju…

read more Los Angeles

Leave a Comment

Lizbona

Mam w głowie poutykane mnóstwo miejsc, które kiedyś zobaczyłam, jeszcze jako dzieciak, dzięki rodzicom. Ale one się gdzieś kompletnie potraciły i czas poskładać wszystkie trasy, zabytki i widoki w jedną całość. Liznęłam trochę tej Europy- ale pamięć zawodna- pomieszała mi ją doszczętnie. Ostała się w niej też Lizbona jako ta słoneczna, pełna turystów i radości co nie miara, że już nigdzie chyba piękniej. Mam takie jedno zdjęcie zrobione z zamkowego wzgórza, gdzie nawet do siebie całkiem już podobna jestem, w…

read more Lizbona

Leave a Comment

Londyn Stansted: noce na lotnisku nam nie straszne

10 grudzień 2013, wylądowaliśmy. Już sama nie wiem czy gładko czy z hukiem, bo wszystkie loty zlewają mi się w jedno i za każdym razem wydają się być ostatnimi. Nie wiem co też ten Pilchu pisał, że latanie to taki cudowny stan zawieszenia, kiedy nic od człowieka nie zależy. NO WŁAŚNIE. Lubię trzymać rękę na pulsie, więc niezmordowanie zapieram się nogami i rękami, jakby to miało cokolwiek pomóc. Nawiasem Milena mówi, żeby nie hamować, bo to może tylko zaszkodzić. Ale…

read more Londyn Stansted: noce na lotnisku nam nie straszne

Leave a Comment

Bonjour, Paris

7 listopad 2013 Udaję, że nigdy nie słyszałam o najromantyczniejszym mieście w Europie, o wszystkich artystycznych duszach, błąkających się po ulicach. Syndromem paryskim– o który wszyscy mnie po tych pięciu dniach pytają- niech martwią się Japończycy. My każdy dzień zaczynamy od Edith Piaf, bagietki z dżemem i kawy, która jak na lurę z automatu, całkiem smaczna jest; ruszamy z placu Bastylii, gdzie nieopodal mamy swój ascetyczny pokój z trzema łóżkami i słabym oświetleniem. Byłam już kiedyś na południu Francji, ale…

read more Bonjour, Paris

4 Comments

Arizona dream. Wielki Kanion

14 sierpień 2013 Cztery autobusy chińczyków i nas siedmiu polskich boroków- ruszamy o świcie z Las Vegas w kierunku Arizony. Chcemy zdążyć przed tłumami i przed upałami. Na terenie rezerwatu plemienia Nawaho można się poruszać tylko ichnymi pojazdami, więc przesiadamy się w połowie drogi i powoli przez te wyboje zmierzamy do zachodniej części Wielkiego Kanionu, który już gdzieś tam z daleka się wyłania. Trochę zaspana jeszcze jestem, trochę nie mogę wyjść z podziwu i trochę nie dowierzam, że TU jestem,…

read more Arizona dream. Wielki Kanion

Leave a Comment

Las Vegas

12 listopad 2013 Już na lotnisku witają nas automaty do gry: chyba dobrze trafiliśmy. Przemarznięci za sprawą klimatyzacji, trochę zmęczeni, do tego zegarek znów nam przestawili trzy godziny do tyłu. Niby na plusie, ale wahania czasowe są częste i znaczne, a koniec końców i tak przyjdzie nam oddać te godziny. Po przekroczeniu  progu lotniska gorące powietrze bucha nam w twarz. W okolicach północy są trzydzieści trzy stopnie, jeden terminal od drugiego dzielą kilometry pokonywane autobusem, a my spieszymy na tropicana…

read more Las Vegas

Leave a Comment

Boston po raz drugi

Pakujemy te nasze dwadzieścia trzy kilo, każdy w pośpiechu, bo niemal ostatni opuszczamy camp. Nagle pusto i cicho się zrobiło: żadnego porannego good day sunshine echem roznoszącego się po całym campie, stukotów i tupotów ani obaw, że zaraz nam sufit na głowę spadnie, kiedy stado camperów się nad nami przetoczy. Czym prędzej się wynosimy, bo duchem i pustką wieje. Niby szkoda, ale w sumie to nie żal, chyba wszyscy jesteśmy zmęczeni, bo wiesz: ileż można? Kiedy my tu takie plany! Kolejnego dnia…

read more Boston po raz drugi

Leave a Comment