Skip to content

Expresso po Apulii

Stacjonujemy w Bari

Chociaż zwykle dobrze sypiam w nowych miejscach, szczególnie gdy dni pełne wrażeń, to tym razem pobudka co dwie godziny, nos zmarznięty, gdy tylko wystawić spod kołdry i nieodłączne poczucie, że już czas wstawać. Włosi trąbią w nocy nawet poza sezonem. Okna niby szczelnie pozamykane, ale co chwilę sprawdzamy, bo i hałas, i zimno z zewnątrz się niosą jakby pootwierane na oścież były. W głębi hostelu natomiast cisza jak makiem zasiał – gdyby nie mijani przy wejściu pojedynczy goście, można by pomyśleć, że nikt tutaj nie pomieszkuje. Nie ma też żadnej recepcji ani innego centralnego punktu, w którym goście mogliby się gromadzić i hałasować. Wszędzie dojmująca cisza. Pierwszej nocy przez sen też długo podróżowałam, może to mnie tak zmęczyło razem z kamienicą nieogrzewaną włoską wiosną.

Za dnia różnica w odczuwaniu temperatury widoczna gołym okiem: ja sweter, szalik, raczej lekkie szmaciane buty, jakbym ani na lato, ani na wiosnę zdecydować się nie umiała – to sweter ściągam w słońcu, to w cieniu zakładam – ale przypominam sobie zawieruchę żegnającą nas w Pyrzowicach i od razu jest mi cieplej. Natomiast Włosi jednogłośnie w puchówkach, kobiety często w kozakach. Tylko młodzież z gołymi kostkami biega, ale to i u nas są tacy nieśmiertelni, którzy o zdrowie nie dbają.

2017-03-28 07.51.18 1

Przez trzy dni małe espresso w Piazza Grande przy Savoi i croissant z budyniem. Całe śniadanie zajmuje do ośmiu minut i daje niezłą dawkę cukru. Ale tak jak do godzin funkcjonowania Włochów tak i do pory posiłków na dłuższą metę trudno byłoby mi się przyzwyczaić. Z rana muszę mieć konkret na talerzu – później mogę nie jeść. Włosi wręcz odwrotnie.

I te sklepy, które z rana są nieczynne, bo jest za wcześnie, później sjesta, a po 21 już wszystko zamknięte. Trzeba to wszystko dobrze zgrać z planem zwiedzania i burczącym brzuchem. Ale może to dobrze, że oni tacy uparci i pod turystów się nie naginają szczególnie?

A więc trzy dni do zagospodarowania, duża słońca i energii po zimie

Jeszcze nie zdążyłam się spakować, a już pomyślałam, że trzy dni to bardzo mało, żeby nacieszyć się widokami i wiosną, na którą tak liczyłam na południu Włoch. Już w myślach zdążyłam marudzić i już zdążyło mi się zrobić przykro, że zaraz trzeba będzie wracać, ale okazało się, że siedemdziesiąt dwie godziny to całkiem sporo i można w tym czasie zobaczyć kilka ładnych miejsc i jeszcze naładować baterie słońcem.

W planie było to co wcześniej zobaczyłyśmy przy pomocy googlowskiej satelity

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *