Skip to content

Goodbye Antwerpen


Wszystko w duszy, sercu, w rozumie, a nawet w świecie zewnętrznym miałem poukładane, niczego się nie bałem, a tu nagle nie nowa, ale przeraźliwa myśl: wszystko trzeba zostawić. (pilch)


DSC_2769

Leopoldstraat 24,

pod tym adresem spokój i cisza w samym środku miasta, miejsce na piknik, spacer lub dobrą książkę, na chwile odpoczynku w trakcie pracy, na lunch na dobrą pogodę i łapanie słońca, a i z prosecco z heijna za dwa euro nikt was nie wygoni.
Za tymi weekendami w mieście zatęsknię nie raz.

Zostawiam to wszystko rozkwitnięte, kiedy wyczekując lata nie zauważyłam, że w Polsce już upały i zdałam sobie sprawę, że tutaj polskiej duchoty i spiekoty nie znają. Ona tylko w moim pokoju, bo słońce od rana po oczach bije przez  nieprawdopodobnie duże okna, z czego jedno uchylane, drugie zepsute. Obiecywali naprawić, teraz to ja już dziękuję, nie ma takiej potrzeby, bo już jedna walizka z antresoli na dół zniesiona. Ta mniejsza.
Do ciasnoty, wiecznego czołowego zderzania ze schodami, kiedy tylko chciałam przejść z jednego krańca pokoju na drugi, zdążyłam się przyzwyczaić, do niezależności przywiązać, a od tego widoku za oknem, w którym literalnie spałam- uzależnić się.

Tylko za tymi polskimi budowlańcami z punkt siódmej nad ranem nie będę tęskniła, kiedy po przeciwnej stronie ulicy wyrzucali z siebie bełkot kurw, wrzasków i dzikiego darcia. Panowie solidnie zapracowali przez te trzy miesiące na antypolską politykę. Ale to nie o wstydzie, a tym co miłe miało być.

No to tak. Miło było.
Teraz paszoł do dom, do życia się brać.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *