Skip to content

Gruzja: garść przydatnych informacji (2016)

Jak rzadko kiedy miałam czas, żeby dokładniej się przygotować, poczytać, żeby wiedzieć czego oczekiwać w drodze. Takich informacji sama szukałam, więc jeśli trafią tu tacy, którzy już w drogę są spakowani lub tacy, którzy dopiero planują do Gruzji się wybrać, to poniższe może być przydatne.

Czym się poruszać?

TAXI

Można odnieść wrażenie, że większość Gruzinów to taksówkarze. Na ulicy widać mnóstwo taksówek, krążą w tę i z powrotem, czyhając na turystów, którzy z czasem uczą się ich ignorować. Już na lotnisku zaczepia nas ich mnóstwo. Spór na linii korporacje taksówkarskie a prywaciarze zauważamy, gdy policjant stanowczo zabrania nam korzystać z usług tego drugiego. Gdyby nie to, że jest czwarte rano to pojechalibyśmy miejskim busem, ale pora i zmęczenie robią swoje. Negocjujemy (bez oszałamiającego sukcesu) 35 lari, które kierowca zaakceptował wzdychając ciężko na znak pracuję za pół darmo i za które zawiózł nas w okolice Placu Bohaterów. Powrotna podróż na lotnisko miejskim autobusem linii 37 kosztowała nas całe… 0,50 lari. Bilet kupuje się w nieco muzealnym automacie zamontowanym w każdym busie. Niektórych pasażerów dopiero kanar zmusza do kupna biletu i taka się być wydaje jego rola. Towarzyszył nam całą podróż i zwracał uwagę ludziom, aby kupili bilet. Nawet druczków do mandatu przy nim nie zauważyłam. Droga autobusem miejskim trwała blisko godzinę i wymagała sporo potu. Jeśli ktoś ma czas i ograniczoną strefę komfortu, polecam.

Postojów taksówek nie trzeba specjalnie szukać. Jest ich wszędzie pełno, a od taksówkarzy nie sposób się opędzić. Należy ostro negocjować ceny, szczególnie jeżeli zaczynamy rozmowę od how much. How much wywołuje u Gruzinów przekonanie, że rozmawia z turystą o zasobnym portfelu, z którego chcą jak najwięcej uszczknąć, czemu zresztą trudno się dziwić. Bezpieczniej jest zacząć od skolka to stoi. Znajomość rosyjskiego znacznie ułatwia komunikację, ale wcale nie jest niezbędna, ja np. kompletnie nie gawari pa ruski, przyswoiłam tylko kilka niezbędnych wyrażeń i piszę jak je mówię, więc wybaczcie.

Przykładowe ceny, jakie życzą sobie prywaciarze:

  • Tbilisi (dworzec Didube) do Kazbegi – 15 GEL z przystankiem w Ananuri
  • Tbilisi: z dworca Didube na aleję Rustavelego – 5 GEL
  • Mestia – Usghuli to wydatek 180 GEL za 6-osobowe auto, dlatego najlepiej wcześniej zebrać drużynę (popytać w hostelu, w jadłodajni, zostawić ogłoszenie przed informacją turystyczną) i podzielić koszty.

METRO W TBILISI

Można nim bez problemu dotrzeć na dworzec Didube czy Samgori skąd odjeżdżają marszrutki do innych miast. Na stacji metra należy kupić kartę za 2 GEL, którą się doładowuje według potrzeb. Jeden przejazd to 0,50 GEL. Łatwo przeliczyć, ile zostaje w portfelu, kiedy nie korzystamy z taksówek.

MARSZRUTKI

Czyli małe, ciasne, nie pierwszej nowości ani świeżości busiki prowadzone najczęściej z zawrotną prędkością, która wydaje się przekraczać możliwości maszyny. Wspomnieć tylko naszą trasę Mestia-Batumi, kiedy kierowca wszedł w zakręt z taką prędkością, że mój fotel nie był w stanie się oprzeć i stracił przyczepność, a ja wylądowałam w przejściu. Sytuacja na tyle normalna, że kierowca spojrzał tylko w tylne lusterko, a na przystanku zagaił, że on nie panimaju co się właściwie stało. Dalej za nadmorskim Poti stanął i powiedział, że maszyna jest kaput i musimy się przesiąść do kolejnej. Chyba ktoś tu za szybko jeździ? Ograniczenia na drodze niby są, ale nikt z nich nie korzysta i pruje tyle, na ile silnik pozwala. W drodze z Tbilisi do Mestii z kolei złapaliśmy gumę, z którą wprawiony kierowca poradził sobie w trymiga.

Kultura jazdy jest generalnie dosyć ograniczona: wyprzedza się na trzeciego, na zakrętach, podwójnej ciągłej oni też nie znaju, trąbi się na każdego z byle powodu (ostrzegawczo lub jedynie witając), a pieszy jest wrogiem  i co do zasady musi uciekać z jezdni lub siłą na nią wtargnąć i wymusić przejście, bo sam z siebie żaden kierowca się nie zatrzyma. Wspólnymi siłami zdziwionych obcokrajowców doszliśmy do wniosku, że tylko ich pewność w prowadzeniu i fakt, że wszyscy tak robią pozwala uniknąć wypadków, które wydają się być w takich warunkach nieuniknione. Jeżdżący zgodnie z europejskimi zasadami kierowca stanowiłby tutaj prawdopodobnie zagrożenie na drodze.

  • Tbilisi – Mestia 30 lari (z dworca Didube)
  • Tbilisi – Kazbegi 10 lari (Didube)
  • Tbilisi – Mccheta 1 lari (Didube)
  • Tbilsii – Signagi 6 lari (Samgori)
  • Mestia – Batumi 30 lari

Zarówno Didube jak i Samgori to dworce połączone z targowiskami, gdzie panuje hałas i zamęt. Trzeba pytać i jeszcze raz pytać, zgodnie z zasadą koniec języka za przewodnika. Ludzie wytłumaczą, a niejednokrotnie zaprowadzą do odpowiedniej marszrutki. Chyba, że wcześniej nie będziemy potrafili się oprzeć „ofercie” taksówkarza, co nam na początku bardzo często się przytrafiało..

POCIĄG

Nadwyrężone siedzenie na tyle mnie wystraszyło, że z Batumi do Tbilisi wróciliśmy pociągiem, który swoją drogą jest tańszy. Za pociąg w II klasie zapłaciliśmy 18 GEL za osobę (I klasa – 25 GEL), ale bilet trzeba kupić wcześniej, szczególnie w okresie turystycznym. Pociąg jedzie wolniej, ale dobrze sprawdza się na dłuższych dystansach. W II klasie są kontakty i działa wi-fi, co w polskich kolejach nieraz stanowi rarytas.

Gdzie nocować?

W Gruzji nocleg można znaleźć bez problemu (dzień wcześniej rezerwowaliśmy nocleg przez booking, ale zdarzało się, że na dworcach ludzie sami podchodzili i oferowali stancję). W zależności od potrzeb i możliwości jedni przywożą swój dom na plecach i śpią w namiocie, inni rezerwują stosunkowo tanie guesthousy, inni hostele. Mogę polecić:

  • w Tbilisi: Hotel Salo V.Anjaparidze Street 1A, Vera, Tbilisi 0 dwuosobowy pokój 64 GEL (kawałek od centrum) lub apartament przy Rustaveli 18 (ciemny, ale własny, dobrze wyposażony i usytuowany) za 117 GEL za dwa dni.
  • w Mestii: Nino Ratiani guesthouse – 20 GEL za nocleg, 10 GEL za śniadanie i 10 GEL za obiadokolację.
  • w Kazbegi: Maia guesthouse – 20 GEL nocleg i 10 GEL za posiłek
  • w Batumi: George Dom – 20 GEL nocleg – może położenie nie wydaje się na pierwszy rzut oka zbyt przyjazne, a do centrum trzeba zrobić krótki spacer, ale za tę cenę warunki są bardzo przyzwoite.

Co zjeść?

Dla mnie osobiście kuchnia gruzińska jest nieco zbyt tłusta, mocno posolona i po pewnym czasie smak dodawanej wszędzie kolendry oprzykrzył się. To na pewno jest kilka rzeczy, które spróbować trzeba: chinkali (ichne pierożki, koszt jednego to ok. 0,60 lari a pięć takich w zwyczajności wystarcza, żeby zaspokoić głód), które podają właściwie wszędzie, podobnie jak chaczapuri, ojakhuri (fenomenalne smażone ziemniaki z mięsem), a nade wszystko wino.

Mieszkając na stancji warto wykupić jedzenie u gospodarzy i sprawdzić co oni podają. I w Mestii, i w Kazbegii było smacznie, obficie, a talerze nie miały dna (10 lari za posiłek). Dużo kaszy gryczanej, smażonego na śniadanie, a mniej warzyw. To jednak przed wyprawą w góry jest to odpowiednia dawka kalorii.

Nasłuchałam się i naczytałam o tym jak to Gruzini celebrują swoje posiłki. Staszek z Filipem opowiadali, że w trakcie przerwy w podróży marszrutką, Gruzini zrobili stół i zaprosili ich do niego; widzieliśmy też taką biesiadę w Ushguli, ale nam niestety nie było dane uczestniczyć w suprze. Ale to tylko znak, że musimy wrócić.

3 Comments

  1. Bartek Bartek

    Czekamy również na zdjęcia, emocje, uniesienia duchowe 🙂

  2. Bartek Bartek

    Przy okazji nowej odsłony bloga, życzę szerokiego rozwinięcia skrzydeł

    • scooltury scooltury

      dziękuję, postaram się 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *