Skip to content

Inaczej z Rojkiem

Pamiętam, że latem ’97 w Niechorzu grali długość dźwięku samotności, a my z Manią kolonistki spałyśmy na plaży. Po to, żeby parę lat później szaleć na ich koncertach i zbierać płyty. Jesienią minęłam go na koszutce w drodze na chorzowską, ranek słoneczny, on w okularach, wielki mały człowiek. Przemknął niepostrzeżenie, nie zdążyłam rzucić nawet miłego dnia. W wywiadzie wspomina o popularnej piekarni za rogiem mojego bloku, parku chorzowskim i kilku autentycznie bliskich miejscach. Człowiek niepokój. Mówi o wielkim pędzie i potrzebie myślenia zawsze w przód, o strachu, że się nie zdąży i ciągle robi się za mało, a  praca i dyscyplina hartują człowieka. Te śląskie chłopaki: takie zdolne i pracowite.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *