Skip to content

Jedz po grecku, czyli w tawernie

DSC_3615

Nie w restauracji, nie w jadłodajni ani bistro. W tawernie.
Debaty nad wykupieniem wyżywienia powracały co jakiś czas, żeby się nie martwić mieć to z głowy. Ale jakie to zmartwienie! Doświadczenie pokazuje, że prawdopodobnie najgorsza z możliwych opcji to płacenie z góry za to, że ktoś nas będzie karmił. Bez możliwości reklamacji, a tym bardziej wycofania się. Taka przyjemność to też wydatek: w opcji studenckiej ok. 80 euro, a rodzinnej nawet 200 euro od osoby, jak doniósł sąsiad- wczasowicz, który z biurem podróży się tutaj wybrał. Finansowo na pewno jest to nieopłacalne: przeciętny zestaw obiadowy „na mieście” kosztuje 7 euro. A wpływ na to co jemy i o jakich porach- gratis. Wspomnieć tylko o planowaniu wycieczek i godzeniu ich z grafikiem posiłków, które opłacone szkoda by się zmarnowały. Śniadanie o jedenastej na boga, dla mnie już drugie! Wydawałoby się, że mniej stratni jesteśmy wykupując wycieczki z lokalnego biura podróży, bo dostajemy wtedy prowiant. Tylko jak dobrze pamiętam z dziecięcych kolonii nad polskim morzem: to zawsze śmierdzi nocnym przechowywaniem w spiżarce i lekką stęchlizną.
Także żywimy się same.

Tawerny

Jest ich tutaj dosłownie kilka, stąd klientów zna się niemalże po imionach i żadna twarz obsłudze nie umknie. Najbardziej oblegane są stoliki przy brzegu morza. Nic bardziej urokliwego, ale! to przecież jedzenie a nie widoki powinny brać górę. Tym bardziej, że do tego pierwszego zraziłam się zamawiając szaszłyka warzywnego, który okazał się być wieprzowym z dodatkiem papryki okropnie konserwowej. Już Kasine kalmary o niebo smaczniejsze były. Menu wydaje się być w każdym miejscu bardzo obszerne, ale na dobrą sprawę wszędzie jest do siebie zbliżone. Kilka greckich dań i zawsze jakiś pewniak w zestawie z frytkami. Dlatego może lepiej uwagę skierować na musakę, nadziewane bakłażany i sałatkę grecką. Na tę ostatnią najchętniej wracam do tawerny Maria, gdzie obsługuje Grek i dzięki temu wszystko wydaje się być wiarygodniejsze.

DSC_4036

DSC_4032
tawerna Elena

Co tu dają?

Chwali się tutaj rozsądną gospodarkę i to jak szerokie z pozoru menu ulega drastycznemu skróceniu, gdy tylko zasiądziemy do stolika. Dobrze to sobie wykombinowali, aby dopiero przy podaniu karty informować klientów o tym, co tak naprawdę jest na stanie, tak by było świeżo przygotowane i podane. Do tego co wybierzemy woda i zwykle kieliszek ouzo czy własnej roboty likieru gratis.

Najpopularniejszy jest gyros. W gruncie rzeczy to słony i zapychający fast food, a przy okazji najtańsza opcja obiadowa (2- 2,5 euro). Kupiony na szybko przy jednej z ateńskich restauracji i jedzony na ulicy smakuje wyśmienicie. Wtedy nawet te umoczone frytki nie przeszkadzają.. Z kolei fetę do sałatki greckiej zawsze kroiłam w kostkę. Tymczasem tak się to tutaj robi. W tawernie u Marii, Angelopoulous tłumaczy, że grunt to dobra oliwa, koniecznie domowej roboty, którą tam zresztą też sprzedają. Najeść się tą świeżyzną- jak mówi Aga- nie mogę.

Biesiaduj

Mnie co pawda wolne jedzenie spędza sen z powiek, bo jestem z domu, gdzie łyżkami się dosłownie wiosłuje i ciężko pracuje nad tym, żeby zwolnić tempo jedzenia. Do tego pory posiłków Greków, a więc siadanie do kolacji o godzinie dwudziestej pierwszej absolutnie nie leży w mojej naturze rannego ptaszka. Co nie zmienia faktu, że widok miejscowych, którzy do późnych godzin słuchając muzyki na żywo jedzą posiłek z całą rodziną- sprawia radochę.

Po swojemu

Oczywiście, w każdym miejscu można gotować samemu i też dobrze się żywić. To jednak nie uważam, żeby było to specjalną przyjemnością w tutejszych malutkich apartamentach i o jednym palniku. Absolutne nie mówię wożeniu w walizkach zupek chińskich i innych instant-okropności. Jedzenie na mieście nie jest tutaj aż tak drogie, żeby kilka razy w trakcie pobytu nie móc sobie na nie pozwolić, a i zawsze lepiej po prostu zaopatrzyć się w świeże owoce i warzywa, które tubylcy we własnym ogródku wyhodowali. Handel z nimi jest zresztą dosyć specyficzny. Trzaba się przygotować, że kupienie dwóch pomidorów i ogórka może być nielada wyczynem: sprzedawca zawsze dorzuci nam coś do równego kilograma, nie pytając o zgodę. Na pierwszy rzut oka może to budzić oburzenie, a przynajmniej zdziwienie. Wagi wydają się być tutaj tylko pro forma: niezależnie od tego co czlowiek kupi, to zwykle będzie rachunek rzędu jednego euro w górę.

DSC_3711

DSC_3729w górę od wioski pełno jest miejscowych upraw. Nikt nam głowy nie urwie za uszczknięcie paru kulek słodziutkich winogron.

Nie daje mi tylko spokoju pytanie, na ile w polskiej wiosce, gdzie nawet menu i obsługa jest po polsku, je się po grecku?
Przejadę się jeszcze kiedyś po tę odpowiedź.

5 Comments

  1. Marcin Marcin

    Właśnie wszamalem gyros w picie u Eleny i chce tutaj zostać już na zawsze, nawet jeśli grozi to nadwagą 😉

    • obawiam się, że na dłuższą metę mogłoby to się tak skończyć 😉 ps. właśnie zobaczyłam zdjęcie z kokkino, myślę: jakieś znajome! coraz popularniejsze się to miejsce staje, dobrze poloki tam działają 😉

  2. Hallo there..!!!This is Thomas from Tawerna Maria manager…!!!Your opinion is very important(Good and bad comments)because make us become better,serve and give our customers the best quality and the best vacation..!!! P.S our site in polish…www.kokkinonero.pl mail-makis1973apache@gmail.com feel free to ask whatever you want about kokkino nero.

    • hey hey,
      nice to hear you great-greek-salad-maker:) i recommended it. good luck and greetings from poland!

  3. Thank you very much..!!This summer 2015 we add in our menou new Greek recipes….!!!Always homemade and best quality..!!!You are Welcome and enjoy your Vacation..!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *