Skip to content

Kawosz w Antwerpii

I w Antwerpii regularny dzień zaczyna się od kawy.
Z tym, że Belgowie raczej nescafe wrzątkiem z rana nie zalewają. W pogodne dni można ich za to spotkać przesiadujących na zewnątrz kawiarni i czytających poranną gazetę. Inni spóźnieni- w biegu łapią kubek kawy na wynos. W tygodniu miasto budzi się w okolicach godziny dziewiątej, co jak na polskie standardy wydaje mi się porą dosyć późną. W Katowicach ludzie na poranne zmiany biegają nieco wcześniej, a niektórzy do połowy dniówki już dobijają o tej porze. W weekend z kolei poranek znacznie się przeciąga: kiedy pierwszy raz postawiłam w Antwerpii stopę, to była sobota, ósma rano i ani żywej duszy, żeby o drogę zapytać. Dopiero w okolicach jedenastej ulice się zapełniają.

W związku z tym, że ludzie mogą sobie na to pozwolić, czy to z powodu warunków pracowniczych czy przyczyn finansowych- miasto usiane jest najróżniejszymi knajpami- szczególnie zagęszczona jest turystyczna okolica oraz południe miasta w pobliżu Leopold de Waelplaats. Tam można przysiąść m.in. w :

Cafe Hopper 
Leopold de Waelstraat 2

Jednak z codziennych obserwacji na trasie Borzestraat- Justitiestraat  wynika, że przychylnością mieszkańców cieszy się niepozorne

Caffenation
Mechelsesteenweg 16,

na przeciwku Banku Narodowego. Mijając je codzień obiecywałam sobie, że wstąpię kiedyś po drodze do kancelarii, ale niestety poleżę dłużej wygrywało z kawą o poranku, skoro tę mogę zaparzyć w kancelarii. Nie potrafię wyzbyć się poczucia ciągłego biegu, zazdroszczę tym, którzy tak potrafią ot rozsiąść się z kawą, nie przejmując się, że reszta pracuje i że samemu wypadałoby się do pracy zabrać. Wprowadzam slow life, z kórym lżej, ale jak tylko zapomnę..  strachy i przyzwyczajenia wracają, do momentu, aż się człowiek nie opamięta.

W każdym bądź razie dwa rzędy stolików przy dobrej pogodzie niemal zawsze  są zajęte. Ani to gustowne, ani wygodne. Jedno takie, od starego kompletu stoi jeszcze ciągle u mnie w mieszkaniu, na wypadek niechcianych gości chyba. Ta zgrabna słomiana plecionka powoduje odciski na skórze, nie do zniesienia na dłuższą metę. Ale ci siedzą i siedzą. To chyba dobra atmosfera miejsca ich trzyma: młodych wagarowiczów skupionych w większych grupach i starszych emerytów pojedyńczo usadzonych śledzących codzienną prasę. Codziennie. I businessmenów, i kobiet na ploty przybyłych też nie brak.


Obsługa z kolei nieskrępowana jest żadnymi zasadami, co też ma przełożenie na poczucie swojskości. Swobodna, miła i uśmiechnięta. Żadną przeszkodą kawę- przygotowującemu  w otwarciu okna tuż przy moim stoliku i prowadzeniu regularnej walki  na kostki cukru nie byłam. Unik- rzut- śmiech- Unik. Trafiony.
T
ak, dobrą kawę też mają.

Kierując się nieco bardziej na północ, w stronę centrum natrafimy na:

Cafe Normo
Minderbroedersrui 30
DSC_1509

Będąc na wysokości rzeki zajrzyjcie po trochę energii do

Me & my monkey
Oever 18

i dalej w drogę.


							

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *