Skip to content

Lanzarote w styczniu

Tym razem nie o pogodę się martwiłam, ale że w głowie zaprzątniętej egzaminami, zmianą pracy i planem zapiętym na ostatni guzik nie wystarczy już miejsca na odpoczynek. Teraz snuję się już po wiosennych Katowicach (chwilowo audiobooki zamiast papieru) i uśmiecham się, bo mam wrażenie, że na wszystko czas się znajdzie i wcale nic się nie musi zawalić, chociaż pewności jeszcze nie mam (edit: już mam!). Spakowałam torbę po nowym roku, myśląc, że świętuje się po zwycięstwie, a nie rozleniwia tuż przed walką, ale na lotnisku przeszło jak ręką odjął. Dobrze zacząć nowy rok od wakacji.

A na miejscu wiosna: może nie upały, ale mocne 17 stopni. Pełne słońce na południu, niższa odczuwalna temperatura na północy, powyżej parku narodowego Timanfaya. Szczególnie nad oceanem hula zimny wiatr. Dlatego porządny softshell się przydaje, ale na wykorzystanie stroju kąpielowego też można liczyć, chociaż raczej na południu wyspy, w okolicach Playa Bianca.

CALETA CABALLO

Tutaj nocujemy. „Miasteczko” oświetla raptem kilka latarni, a w ciemności tylko huk oceanu słychać. Różnica w temperaturze odczuwalna i już rozumiemy dlaczego nocleg w tym rejonie był najtańszy. Dziewczyny trochę tęsknią do nocnego życia, mnie ta cisza i codzienne wieczorne rozgrywki karciane w pełni zadowalają. Z drugiej strony mamy Leona, którym 60-kilometrową wyspę objeżdżamy każdego dnia, więc co mobilniejszym położenie hotelu różnicy nie powinno zrobić, a można dzięki temu zajrzeć w każdy kąt. Nie wiem jak sprawuje się na wyspie komunikacja miejska, ale nie sądzę, żeby dawała tyle możliwości i była tańsza niż najem samochodu. Tam naprawdę kosztuje to mało i benzyny też wlewać dużo nie trzeba.

DSC_1437

CESAR MANRIQUE

Mama Asi powiedziała, że na tej wyspie nic nie ma. A tam same skarby (przyrodnicze). To czego nie było, a nam nie brakowało to wieżowce, wielkie hotele, all inclusive i tłumy dzikich turystów. Wyspa jest utrzymana w jednym stylu: wszędzie małe białe domki nie przewyższające palm, głównie z zielonymi drzwiami i oknami. Wyjątkiem jest wieżowiec w Arrecife. Konia z rzędem temu, kto wypatrzył więcej drapaczy chmur, bo jestem przekonana, że w każdy kąt wyspy udało nam się zajrzeć. Wyczytałam, że są nawet paragrafy, które zabraniają rozbudowywania hotelowych kolumbryn. Podobno kiedyś znaleziono dziurę legislacyjną, wybudowano zaplecze hotelowe za sumy, które trudno sobie wyobrazić, a później sąd kazał wszystko zrównać z ziemią. Voila.

Zabudowę Lanzarote zaprojektował Cesar Manrique i dzięki temu wszystko tworzy jedną zgrabną całość. Zgodnie z lokalną mapą (do zabrania już na lotnisku) wypada odwiedzić Ogród kaktusów (Jardin de Cactus), Jameos del Agua, Mirador del Rio (widok na wyspę La Graciosa) czy Fundację jego imienia. Miejsca zostały tak pomyślane, aby uwypuklić przyrodnicze atrakcje, wykorzystać typowy dla wyspy powulkaniczny budulec i sprzedać urok Lanzarote. Warto kupić jedną wejściówkę na wszystkie atrakcje (ok. 30 euro).

Jardin de Cactus
Jardin de Cactus
Jameos del Agua
Jameos del Agua
Fundacja Cesara Manrique
Fundacja Cesara Manrique

DSC_1337

Mirador del Rio
Mirador del Rio
Zamek św. Józefa
Zamek św. Józefa

W DRODZE

Dobrze jest zobaczyć wszystkie zabytki i punkty widokowe, ale to co zachwyca na wyspie, to jej ukształtowanie terenu, mała zabudowa, długie i proste drogi, którymi można sunąć przed siebie. Nie wszystkim nam atrakcje przygotowane przez Cesara Manrique się podobały, ale fakt codziennej wycieczki przed siebie, rozpoznawanie poszczególnych dróg i tras sprawiały masę radości. Niby na każdy dzień był plan, ale bardzo elastyczny, bez gonitwy czasowej i podporządkowania się rozkładom jazdy. Patrzyłyśmy, który wulkan wyższy, ładniejszy i zatrzymywałyśmy się w najbardziej atrakcyjnych miejscach. Ten niecodzienny, chociaż nie bujnie zielony krajobraz, za każdym razem budził nasz zachwyt. Jeszcze większy na szlakach trekingowych.

DSC_0968

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *