Skip to content

Chuj z miłością, życie zaskakuje

…powiedział Marcin Świetlicki w trakcie czwartkowego spotkania w krakowskiej Scenie 21, dwunastego września dwa tysiące trzynastego. I poszło w świat.

Nie wiem czy zamieści to w jakimkolwiek wierszu, który później wykrzyczy ze sceny ze swoimi Świetlikami, więc zapobiegliwie wplatam ten urywek wypowiedzi tutaj. Chora jestem na te jego krótkie i treściwe, nierzadko wulgarne slogany i chodzę i powtarzam, i powtarzam, gdy chodzę. Miałam wiele takich chwilowych fascynacji, niezmiennie woda na makaron pospieszana jest słynnym gotuj się kurwo gotuj. Notabene wyniesionym z lekcji polskiego.

Przyszło trochę narodu, żeby posłuchać o najnowszym dziecku, szumnie nazwanym „Jeden”. Tytuł jak tytuł, nie miałem jak nazwać, to wybrałem pierwszy wolny- trochę pretensjonalnie bywało, od razu mówię, żeby nie zacząć od ochów i achów. W trakcie, gdy Marcin tłumaczy, że kilkadziesiąt nowych wierszy jest o stagnacji, a później potworny ruch, bo życie zaskakuje (i chuj z miłością, rzecz jasna), ludzi przybywa. Co rusz ktoś krzyczy, że kolejne dwadzieścia osób chce wejść i posłuchać. A pomieszczenie małe i ciasne: ma przypominać knajpę, whisky się leje, ludzie tłoczą, chichoczą zuchwale i trochę gniecie mnie ta atmosfera poufałości i znajomości na linii poeta-publiczność.

Ale ochom i achom nie było końca. Przygrywa zespół. Szalenie przystojnego saksofonistę mają, szalenie. Marcin opowiada tym, że w poprzednim życiu bardzo chciał się przenieść do Wrocławia, ale ma obecne i bardzo mu się w Krakowie podoba (rozniosła się wieść, że nowa kobieta nowe życie mu buduje). Wplata anegdoty i powtarza starą prawdę, że szczęście nie sprzyja wenie twórczej (ratujcie polską literaturę: krzywdzźcie mnie!). Gdy Edward Pasewicz rzuca mu wyzwanie, udowadnia, że nawet ZUS-owski nakaz zapłaty można zinterpretować tak, aby brzmiał jak dzieło. Bawi nas do łez. Końcowa nieprzysiadalność mistrzowska, gaszenie papierosa w dłoniach najzwyczajniejsze w świecie , a wszystko podsumowane gromkimi brawami.

Zachwyca jak ktoś tak ładnie mówi i dwie godziny mijają ot tak. Teraz wracam z nieczynnym tomikiem pożyczonym od A.  i przechwyconą nową płytą, specjalnym wydaniem, przedpremierowym, podarowanym komuś przez Świetlickiego, kto podzielił radość. Upajam się tym i chyba zarwę kolejną noc, jak gdyby Krakowa było mi mało.

PS. Żeby mnie tak to życie zaskoczyło kolejną podróżą, proszę.

PS2. Na głównej możecie oglądać jeden z projektów okładki nowej płyty Świetlików, zapożyczony z ich fejsbukowej strony.

Daleko szukać nie trzeba, podlinkuję Wam:
co nieco można zrozumieć

zespół brutalnych doświadczeń

świetlicki

scena 21

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *