Skip to content

Maribor in a nutshell

OSTATKI LATA’13
Wcale nie chciałam do Mariboru. Najpierw marzyła mi się włoska Bologna, w której parlała bym po włosku, zajadała pizzę i miała pokój, w którym codziennie trzebaby zamykać i otwierać ogromne okiennice, chroniące przed słońcem. Tak się porobiło, że z Włoch zrezygnowałam na rzecz Słowenii, a skoro to takie małe państwo, to chociaż do stolicy przydałoby się pojechać. Teoretycznie już byłam zakwalifikowana, ale los znów namieszał i trzeba było się zdecydować na malutki Maribor nieopodal austriackiej i węgierskiej granicy. Miasto wielkości mojego rodzinnego miejsca zamieszkania nie zachwycało początkowo, ale nadzieje były wielkie. Miałam swoje fuckin’ expensive kindergarden Quadro, gdzie aż przyjemnie było mieszkać. Codziennie przemierzałam most na Dravie dzielący dwie strony miasta, a każdy punkt osiągalny był na piechotę. Co więcej: znało się wszystkich, zawsze można było kogoś spotkać na mieście i każdemu ze sobą było po drodze. Lato było dłuższe niż w Polsce. A w tym erasmusowym życiu trwało praktycznie przez cały semestr.

7

15
dużo fajnych chłopaków tam było

13

Czas na drobnych przyjemnościach spędzaliśmy. Polskie pierogi, belgijskie i francuskie naleśniki, włoskie pasty (bieganie po wszystkich mariborskich supermarketach w poszukiwaniu prawdziwej włoskiej pancetty, żadnych półproduktów ani podciepałek) i hiszpańska sangria. Zawsze czas na spacer i kawę w jednej z ulicznych kawiarni mieliśmy, a w weekendy podróże (Piran).

12
pierogi day
DSC_5522
pappardelle con zucchini
11
pizza na Gregoriceva
10
Huda Kava

POCZĄTKI JESIENI
Praktycznie nieodczuwalne. Nad dravą życie studenckie toczyło się bez zmian, dni i godziny upływały bezlitośnie, trochę więcej nauki się zebrało, ale też nie wszystko na raz. Życie cieszyło niezmiennie.

16

ZIMA
Też nie taka straszna. Mróz lubił siec, ale oprócz ciepłej kurtki niezbędne były jeszcze okulary przeciwsłoneczne. Przy takiej ilości słońca chłód nie straszny. Tylko nagle terminy oddania końcowych esejów się skumulowały, egzaminy zbliżały wielkimi krokami- przygotować się trzeba było, a integracji nie należało broń boże odpuszczać, tym bardziej, że na karku czuło się oddech końca przygody. Po prostu nie było czasu na zimowy sen.

18

25

23

775828_10200264976137714_1389971691_o

Żyło się beztrosko.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *