Skip to content

Messy Palermo

Dopiero rankiem spostrzegłyśmy, że okolice naszego trzydniowego domu przy marchese ugo są tak urokliwe. To pewnie za sprawą parku (giardino inglese) znajdującego się naprzeciw budynku, który z zewnątrz nie daje po sobie poznać tej wielkości mieszkań, z wysokimi sufitami porównywalnymi do tych w kamienicach, a już na pewno nie pełnych instrumentów, obrazów, biblioteczek w korytarzu długim jak nawa kościelna, sekretarzyków i innych sentymentów, które nasi rodzice wiele lat temu wystawili prawdopodobnie na śmietnik. Miejsce kultury w domu Alberto rzuca się w oczy.

Sam gospodarz, Włoch typowy. Trochę roztargniony, nie przywiązujący uwagi do czasu, zawsze pełen dobrych chęci. Notorycznie stroi sobie żarty z przywar i stereotypów na temat Sycylijczyków, w przeciwieństwie do jego siostry, która przez cały nasz pobyt w Palermo próbowała „poprawić” ich obraz, wytykać wady i próbować upodabniać na wzór ludzi z północy.

Turystyczne miejsca odwiedzamy z Agatą i Ewą z Wrocławia, z Alberto idziemy szlakiem miejscowych.

Checked

Duchota nas nie zraża, pierwszego dnia kierujemy się via Liberta prosto do centrum miasta. Okiennice pozamykane są na trzy spusty. Mówią, że miasto opustoszało, że to nie korki, że to nie jest wcale ten słynny sycylijski chaos, bo miejscowi na czas upałów wyjeżdżają z Palermo, tak jak rodzice Alberto. Ale nawet jeśli ulice nie są zatłoczone, to skupić się na zwiedzaniu w tym skwarze jest naprawdę trudno. Trzeba notorycznie rozglądać się za cieniem i zimną wodą. Poodkrywane ramiona, szorty na sobie, chustka zostawiona w walizce. A w katedrze pożądany chłód i oddech można złapać, chociaż moje nogi wolą krążyć między budynkami miasta, a oczy patrzeć na to co ludzie mają na talerzach.

My na zdjęciach to czerwone twarze, opuchnięte od upału oczu, więc lepiej nie.
Chociaż  i tak narzekać nie możemy. Dzięki wiatrakowi na suficie, a klimatyzacji w ostateczności, upał w nocy nam nie doskwiera. To podobno luksus. Agata z Ewą pozbyć się uczucia zmęczenia przez temperaturę nie potrafią. Dopiero późną nocą można całkiem przytomnie funkcjonować, chociaż wtedy i tak organizm wycieńczony jest całodniowym upałem. Drastycznie też zmniejsza się ilość snu, kiedy człowiek „żyje” w nocy, bo wstaje się szybko- rano słońce przywraca duchotę i znów jest nie do wytrzymania.

Vucciria

Miejscami, które musiałyśmy koniecznie odwiedzić w Palermo zawiadywała zdalnie Serena z Calabrii. Przykazała zabrać nas do restauracji, do której ostatecznie nie trafiliśmy, bo zawieruszyła się Alberto wśród licznych ulic. To nam na złe nie wyszło, dzięki temu zobaczyliśmy czym jest vucciria: targ w ciągu dnia, miejsce spotkań w nocy. Chociaż larmo panuje tam okrutne i nie ma gdzie usiąść, to można smacznie zjeść na świeżym powietrzu za całe 2 euro i popić piwem w cenie sklepowej. Na serwowane raz do roku z okazji święta ślimaki się nie skusiłyśmy, ale panelle e crocchè spróbowałyśmy. Wolę wersję „niekanapkową”- biała bułka wydała mi się zbędna i tylko zabijała smak krokiecików ziemniaczanych i placków z ciecierzycy, one bronią się same. Do tego muzyka i człowiek czuje, że żyje.
IMG_20150714_202403_800x480

Innym ulicznym przysmakiem są arancine, które niezależnie od swojej żeńskiej formy na Sycylii (arancina), a męskiej w Calabrii (arancino) są ryżowymi kuleczkami, panierowanymi w bułce tartej i smażonymi na głębokim oleju. Z mięsem, mozarellą, prosciutto czy szpinakiem. Pychota.
Jednocześnie zadziwiające jak Włosi potrafią w upale tak tłusto i dużo jeść (lody w bułce- brioszce, mamma mia!), ale o tym później, później.

Ale tak po prawdzie, to messy było dopiero w drodze do Monreale

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *