Skip to content

Metelkova Mesto

Na krótko przed moim wyjazdem do Słowenii, dwóch takich wróciło z autostopowej wyprawy i pytają, czy ja do tego Mariboru jadę, gdzie ni hostelu, ni żywej duszy znaleźć nie można, a jedyny samochód jaki przejeżdżał przez miasto późną nocą miał polskie rejestracje. A Lublana to co innego opowiadali: latem tętni życiem i dużo kulturalnych rzeczy się dzieje. Oni w samo jej serce- na Metelkovą- trafili. Widziana za dnia to niewielkie skupisko kilku małych budynków, pokrytych graffiti, rysunkami, zdobieniami z kafelek. To wszystko świetnie służy przechodniom jako barwne tło do zdjęć, jednak niewiele mówi niezorientowanym w miejscu i tym co sie tam wieczorami dzieje.

Dopiero późną porą lokale (choć to raczej nazbyt górnolotne określenie) otwierają się i przestrzeń zapełnia ludźmi. Wszlakiej maści. Od metalowców, przez skin headów i panów naukowców w marynarkach- jak znajomy Armando Brazylijczyk, który udzielił nam noclegu za rogiem Metelkovej. Miejsce nieco poza kontrolą: niezalegalizowane, piwo leje się bez koncesji, nikt też nie odprawadza podatków, bo i z jakiego tytułu. Policja niemal dla zasady zjawia się i zamyka lokale, żeby po 23 otwarły się na nowo jak tylko władze pójdą spać. Całkiem możliwe, że gdyby nie Armando, to podkuliłybyśmy ogon i najzwyczajniej w świecie ominęły to miejsce podczas wieczornych spacerów.

Na zewnątrz poją tym, co kto przyniósł. W jednym z lokali w tle leci muzyka z gier komputerowych, przed nami na rzutniku zsynchronizowany obraz. Trochę tak jakby ktoś rozkręcał imprezę w oparciu o Mario Bros. W dużo mniejszym lokalu garażowy koncert, na scenie niemal żywy Presley. Charakterystyczny mikrofon, ścisk, gwar i duchota, ale łatwo zarazić się klimatem. Najdłużej zagrzewamy miejsce w niemal pustym malutkim barze skleconym z desek, na których podrygujemy do rock’n’rolla. Nigdzie indziej tak dobrej muzyki nie grali. Dałabym sobie rękę uciąć, że wygrzebali te stare dźwięki z jakichs vinyli.

Milena zarzekała się, że nigdy więcej z nami nigdzie nie pojedzie, w jakie miejsca ją ciągniemy, w jakie kłopoty mieszamy. Może nieco odstawałyśmy od reszty, na zbyt poukładane wyglądałyśmy, ale dla każdego miejsce się znalazło, a my po godzinie wtopiłyśmy się w tłum.

Metelkova obrosła legendą i jest czymś na kształt miejscowej atrakcji, dlatego coraz trudniej władzom wymazać ją z mapy. Kto w Lublanie zajrzeć tam musi.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *