Skip to content

Monreale

Mniejsza o to, co na miejscu, ale jaka to była przeprawa.

Niby Monreale położone jest dwadzieścia minut od centrum Palermo, ale tylko i wyłącznie autem. Nie wierzyłyśmy Alberto, że komunikacja na Sycylii działa fatalnie. Przecież trasę Trapani- Palermo pokonałyśmy bez przeszkód: o czasie i jeszcze z klimatyzacją. Myślałyśmy, że to raczej przemawia rozleniwienie włochów i ich przywiązanie do aut, a my przecież wszędzie docieramy komunikacją miejską, więc czemu nie tym razem. Zrozumiałyśmy to dopiero patrząc na bardzo skąpy rozkład jazdy, z którego wynikało jedynie zapewnienie, że dana linia autobusowa jeździ w godzinach takich a takich co 15 minut, a później co trzydzieści, a w nocy w ogóle. Ostatecznie człowiek niecierpliwie wypatruje aż coś w końcu pojedzie i po pół godziny zjeżdżają się nagle wszystkie linie. Bardzo elastyczny to rozkład jazdy i w gruncie rzeczy nie można zarzucić, że autobusy się spóźniają, skoro trudno ustalić o której powinny przyjechać.

A przecież Serena będąc w Polsce, jeszcze za czasów królowania na zawodziańskim monte, opowiadała, że oni po prostu stoją i czekają na autobus. Pytam jak w takim razie dotrzeć na czas do pracy. Nie dotrzesz. I co jak autobus nie przyjeżdża? Idziesz na kawę. Jak przyjedzie, to pojedziesz.

W każdym bądź razie do samego Monreale poszło dosyć gładko, z jedną przesiadką na dworcu i stamtąd prywatną linią (z dokładnym rozkładem jazdy). Z powrotem, wbrew faktycznemu położeniu terenu, było bardziej pod górkę. Nam się spieszyło, bo umówione byłyśmy z Alberto i Polkami na popołudniowe plażowanie, a na autobus trzeba było czekać przynajmniej pół godziny. Co do linii miejskiej, to nawet nie potrafiłyśmy ustalić, gdzie jest przystanek. Pytając przechodzącego dziadziusia, informacji nie otrzymałyśmy, ale zyskałyśmy podwózkę na obrzeża Palermo. Starszy pan prowadził bliżej nieokreśloną działalność. Szyld nic nie mówiący, szyba pokryta starymi zdjęciami, do środka nie zaglądałyśmy. Fotograf? Kolekcjoner? Obawa co do tego, że rozklekotane seicento, z taśmą zamiast tylnej szyby, należy do niego się sprawdziła. On po angielsku nic, my po włosku podstawy, co i tak pozwoliło nam ustalić stan jego rodziny i naszą najbliższą przyszłość – staropanieństwo według niego nam nie grozi.

Z przygodowego punktu widzenia zyskałyśmy wiele, czasowo – kompletnie nic. Na obrzeżach Palermo i tak musiałyśmy czekać na autobus, który zjechał po nas z Monreale.

Poza wszystkim, a szczególnie naszą czasową spiną i gonitwą: Alberto naszego spóźnienia nawet nie zauważył.

DSC_4619_800x537

 

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *