Skip to content

A w podróży podróżujemy

Temat podróżowania, planowania wyjazdów, wydatków oraz sposobów, którymi się posługujemy- prędzej czy później musiał wypłynąć. Nie liczymy się z kosztami czy raczej odkładamy grosz do grosza i wyznaczamy dzienny budżet? Jakie jest kryterium według, którego wybieramy miejsce docelowe? Jak i gdzie się żywimy? Nocujemy w hotelu, hostelu czy korzystamy z czyjejś uprzejmości? Biuro podróży czy żmudne przeszukiwanie Internetu, by złapać jakąś promocję? Wariacji na ten temat jest nieskończenie wiele. Wydaje mi się, że kluczowa jest odpowiedź na pytanie: czego oczekujemy i jaki jest nasz cel podróży, a następnie organizujemy wszystko tak, by to osiągnąć.

Nie ukrywam, że zainspirował mnie Kominek (Ile kosztuje miesiąc życia w Nowym Jorku?), na którego spoglądam odkąd melduje się z NYC. Ciągle jestem w fazie powrotów, zdjęć, wspominek, więc wszędzie widzę to miasto. Po przeczytaniu Jego spostrzeżeń pomyślałam sobie: poważnie? Nie zamierzam teraz zestawiać jego słów z moimi  i udowadniać, że można inaczej. Sam podkreślił, że można zawsze, ale jego blog nie jest dla ludzi śpiących pod namiotami i liczących się z wydatkami. I ja to przyjmuję (ciężko). Ale choć nie sypiam pod namiotami, to jego rady co do podróży stają się dla mnie kompletnie zbędne i nieprzydatne: mogę co najwyżej patrzeć na nie jak na TVN-owskie seriale, gdzie każdy wygląda jak z okładki katalogu, ma przytulnie urządzone mieszkanie, w którym ani śladu PRL-owskiej meblościanki i kapci u progu. Mój studencki budżet i potrzeba zobaczenia tak dużo jak tylko się da- nigdy nie będą w stanie sprostać poziomowi wyznaczonemu przez niego. A już z całą pewnością nie jest mi taki do szczęścia potrzebny.

Odkąd pamiętam to u mnie pieniążek do pieniążka, żeby tylko gdzieś wyjechać. W przybliżeniu wiem, ile będę musiała wydać i tego staram się trzymać. Wybieram najpierw miejsca nie tak trudno osiągalne dla portfela (np. Krym). Gdzie mogę- korzystam z couchsurfingu, i to nie tylko ze względu na cięcie kosztów, ale szereg przygód i znajomości, które się z tym wiążą. Zawsze warto trzymać się z miejscowymi- pokażą to, czego przewodniki Ci nie powiedzą. My, w Nowym Jorku, co prawda nie mieliśmy basenu oraz zabójczego widoku z ostatniego piętra wieżowca, ale za to przytulny pokój w typowej nowojorskiej kamienicy, tuż obok Central Parku i najsympatyczniejszych gospodarzy w świecie, którzy nie tylko zapewnili nam miłą atmosferę, ale i robili za (najlepszych!) przewodników. Tyle, ile zobaczyliśmy i odcisków zebraliśmy- trudno policzyć. Za to topniejący portfel: bardzo łatwo.  Kilka minut przyjemności metrem- 3$, nowojorski pretzel kolejne trzy, a noc w hostelu- jeśli zdarzy Wam się nie dotrzeć na ostatni autobus do innego stanu, jak mi- 60$. Pieniądze trzeba trzymać krótko, choć przyjemności odmawiać sobie też chyba do końca nie należy. Może zamiast conversów, iphona i obiadu w drogiej restauracji można kupić parę trampek, telefon przeboleć, zaopatrzyć się w dobry ser,  bagietkę w Trader Joe’s i urządzić piknik? Tak zrobiliśmy w Bostonie- po trudach dnia, na świeżym powietrzu smakowało jak nigdy!

Paplam tak, bo nieważne jak, ale ważne by zwiedzać, jeździć, chłonąć i cieszyć oczęta, co by wspominać na stare lata miały co. Z pewnością przyjemna jest wersja na bogato, ale na boga, po co to komu? Nie czekałabym na moment, aż uzbieram wystarczającą ilość gotówki, by móc sobie pozwolić na te wydatki. Zresztą, moje podróżnicze skąpstwo od razu przeliczyłoby je na ilość miejsc, które mogłabym dodatkowo zobaczyć.

Ktoś w komentarzach pod przytoczonym artykułem napisał: (cytuję z pamięci) wreszcie Polak, który za granicą nie liczy każdej złotówki. Skąpstwo to jedno, a ograniczony budżet, warunki i poziom życia to drugie.

Be First to Comment

  1. Dawid Dawid

    „Skąpstwo to jedno, a ograniczony budżet, warunki i poziom życia to drugie.” 100% racji, bardzo tanio to można zwiedzać Bangkok i Chiang Mai a nie Nowy Jork 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *