Skip to content

Na początku był negatyw

Bardzo prędko z grudnia do stycznia i hop w nowy rok. W takim lekkim rozleniwieniu i rozmemłaniu, z resztą świątecznego, a później noworocznego ciasta. Zdjęć na razie mi się odechciało. Wyżej to moje kato z jesieni i oprowadzenia Decem po mieście.

Ale wpadła mi do ręki Osiecka ze swoim fotoalbumem („Na początku był negatyw”). Najpierw postraszyła, że im więcej zdjęć ludzie robią, tym mniej myślą o fotografii, a poźniej, że z tych samych zdjęć o których ludzie nie myślą – wychodzą duchy. To drugie bardziej mnie interesuje, bo od strony technicznej to przyznam, że w ogóle. Dlatego jak jeszcze trochę będę zwlekała z wywołaniem zdjęć, czego zaniechałam z całkiem prozaicznych zresztą powodów, to naprawdę mogą z nich wyjść duchy. Już zresztą kiedyś je posegregowałam, nawet etykiety nadałam, ale teraz część z nich budzi we mnie lekkie zdziwienie i nie potrafię sobie przypomnieć dlaczego akurat te zdjęcia spośród tak wielu wybrałam do wywołania. Pewnie w tamtym momencie było w nich coś ważnego i tylko przykro, że czasem nie potrafię sobie przypomnieć co to było.

Na nowe z kolei teraz brak materiału. To świętowanie, te leniwe posiadówki przy stole i ławie, to tylko roztrzęsione zdjęcia babci, bo coraz słabsza, i urwisów, bo rzadko są. Już nie wspomnę, że rąk z kieszeni się niepotrzebnie nie wyciąga, ciepło oszczędza i na boki bez powodu nie rozgląda w taki mróz, jaki towarzyszył przełomowi roku.

Na szczęście nowa wycieczka na horyzoncie.
Wracam do lektury, bo obrodziło mi w dużo dobrych na koniec roku.

Ps. żyjemy jak królowie – wstawajmy prawą nogą.

 

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *