Skip to content

Na styku z Sycylią

Reggio di Calabria

Z Palermo łapiemy autobus do Messyny, gdzie w południe odbiera nas Serena, mia ragazza. My już żywsze, bo czas przejazdu wykorzystałyśmy na solidną drzemkę (korzystając z klimatyzacji), a w oczekiwaniu na prom z Messyny do Calabrii dostałyśmy jeszcze zastrzyk kofeiny. Serena mieszka w malutkiej Catonie, do której docieramy po przesiadce w Villi San Giovanni, skąd podwozi nas tata Sereny. Wzorcowy włoski papa kucharz. Średniego wzrostu, z bujną siwą czupryną kontrastującą z opalenizną i sporym brzuchem odzwierciedlającym miłość do jedzenia. Już w drodze opowiadał tylko o tym, co musimy zjeść, co spróbować, co on sam nam przygotuje, a co znajdziemy na mieście. Nasz plan dnia to było jedno wielkie menu.

pasta frutti di mare pizza foccacia gelato paste di mandorle arancini panini
i dużo wina każdego dnia

DSC_4663_800x537

Odpuściłyśmy całodzienne wędrówki. Z turystycznych miejsc odwiedziłyśmy Museo Archeologico Nazionale di Reggio Calabria (też: Museo Nazionale della Magna Grecia), gdzie znajdują się słynne bronzi di riace, duma miejscowych. Dalej tylko wędrówki promenadą, która nocą zamienia się w miejsce imprezowe i orzeźwiająca bomba kaloryczna: truskawkowa grenada.

Scilla i Chianalea

DSC_4793_800x537

Tego dnia teoretycznie mogłyśmy odpocząć i wyspać się. Nie pozwoliło nam jednak słońce grzejące w poddasze z całą mocą i ciało zlane potem jak po solidnym treningu. Myślałam, że już późno skoro temperatura taka wysoka. A na zegarze czwarta czterdzieści rano. Spać się nie dało, został tylko spacer na dół do salonu, gdzie klimatyzacja pozwalała oddychać i na moment otrzeć pot z czoła.

Przed plażowaniem w tych pięknych okolicach, śniadanie w Villa San Giovani: szybka kawa i wyśmienita orzechowa bomba kaloryczna, która dała nam energię na cały dzień obiboctwa.

Catona

Każdy mieszkaniec ma przydzielone swoje miejsce na plaży. Trafiamy na zachód słońca i spotykamy babcię Sereny i ciocię, która co roku z północy Włoch wraca na Sycylię na okres wakacyjny. Poznajemy większość familii. Mieszkają wszyscy razem w wielopokoleniowym domu. Cieszą się na nas gości. Babcia przygotuje nam nawet na drogę lasagnę, a papa Carlo jak obiecał tak zrobił wieczór z grillowanymi owocami morza (zaraz po makaronie oczywiście). Sprosił wszystkich przyjaciół Sereny, nakarmił do syta i napoił. Kolejnego wieczoru zrobił pizzę (słownie: 8 pizz i 2 foccacie). Było nas jeszcze więcej niż poprzedniego, a i tak ciągle za mało na tę ilość jedzenia.

Życzliwość, gościnność.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *