Skip to content

Once erasmus, always erasmus

DSC_5444
Maribor, Słowenia październik 2012- luty 2013

Tytuł, chociaż mocno już wyświechtany przez wiele pokoleń erasmusów, ma w sobe sporo z prawdy.
Samą decyzję o studiowaniu za granicą w ramach programu Erasmus nie tak łatwo podjąć, zwłaszcza jeśli wcześniej nie wyjeżdżało się zbyt często, nie samemu i nie na długo. Pojawiają się irracjonalne lęki, a czasem uzasadnione obawy, z którymi trzeba się zmierzyć.

Dokąd?

Oczywiście, gdziekolwiek nie pojedziemy przeżyjemy coś niecodziennego, podszkolimy język i wrócimy z bagażem doświadczeń. To jednak jest czas, który warto rozsądnie wykorzystać i z pewnych rzeczy zdawać sobie sprawę tak, by obyło się bez zbędnych problemów i rozczarowań.

Północ czy południe?
Wybierając kraje na południe od Polski wybieramy opcję bardziej ekonomiczną i rozrywkową. Ceny są porównywalne do polskich, zajęcia zwykle prowadzone tylko dla Erasmusów, podejście do nich elastyczniejsze, a ESN (organizacja studencka) działa prężnie organizując nam życie towarzyskie. Studenci zagraniczni są tam traktowani z nieco większą wyrozumiałością. Z kolei jadąc w stronę północy lub zachodu (Anglia, Skandynawia, kraje beneluksu) musimy liczyć się z wysokimi kosztami utrzymania, w zależności od zawartości portfela- zaciąganiem pasa i dłuższym czasem poświęconym nauce. Wyjeżdżając do krajów takich jak Francja, Portugalia, Hiszpania czy Włochy warto wcześniej się upewnić, czy aby na pewno uczelnia oferuje zajęcia w języku angielskim. Nie raz, nie dwa zdarzało się, że rzeczywistość rozmijała się z ofertą i albo student w przyspieszonym tempie przyswoił przynajmniej podstawy języka, albo rezygnował z wyjazdu na tyle szybko, by zdołać zwrócić grant (skrajność).
Decyzję trzeba podjąć w oparciu o umiejętności językowe, możliwości finansowe i własne oczekiwania. Pomocne będą fora internetowe, koordynatorzy programu (chociaż niestety nie zawsze dobrze poinformowani), a przede wszystkim poprzedni uczestnicy. Nie mniej: nie ma się czego obawiać i  warto wyjechać przynajmniej na pół roku- po to właśnie takie programy powstają.

Inne kryterium oparte jest na wielkości miasta: jechać do kuszącej pełnej ruchu stolicy czy nikomu nieznanej małej mieściny?
Oprócz osobistych upodobań i preferencji (poruszanie się piechotą czy środkami komunikacji etc.) warto wziąć pod uwagę fakt, że w mniejszych miastach każdy zna każdego, łatwiej o częste spotkania oraz bieżący kontakt z wykładowcami, którzy mają pod opieką mniejszą ilość studentów. Tam też łatwiej dostrzec prawdzwe oblicze danego państwa aniżeli w metropoliach, gdzie często trudno wyłowić miejscowych spośród turystów i imigrantów. W  stolicach z kolei uczelnie zwykle cieszą się większym prestiżem i co tu dużo mówić: ładnie wyglądają w cv.

Za co?

Głównie za grant przyznawany przez uczelnię, który chociaż ma służyć jedynie wyrównaniu różnicy między poziomem życia w kraju ojczystym a kraju wyjazdu, to stanowi kwotę bazową i np. w państwach bałkańskich wystarczy na przeżycie.
Kraje podzielone są na trzy kategorie w zależności od kosztów utrzymania. Kwoty te różnią się pomiędzy sobą na poszczególnych uczelniach (w przybliżeniu od 300 euro do 500 euro). Co nie zmienia faktu, że różnica w wysokości grantu nijak się ma do różnicy w poziomie życia. O ile mając 300 euro w Słowenii możemy żyć bardzo przyzwoicie (akademik ok. 100 euro), o tyle w Anglii trudno o mieszkanie za 500 euro. Mimo wszystko nie spotkałam ludzi, którzy nawet przy najmniejszej ilości gotówki by sobie nie poradzili. Oszczędności, brak rozrzutności i może dorywcza praca przed wyjazdem jeszcze nikomu nie zaszkodziły.

Po co?

Po doświadczenie, przygodę, darmową naukę języka, wiedzę, okazję do poznania nowych ludzi, a czasem przyjaciół na całe życie (!), nabrania pewności siebie, zwiedzenia świata, poznania innych kultur i wspomnienia na całe życie.

 I survived my erasmus in Maribor

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *