Skip to content

scooltury Posts

Bonjour, Paris

7 listopad 2013 Udaję, że nigdy nie słyszałam o najromantyczniejszym mieście w Europie, o wszystkich artystycznych duszach, błąkających się po ulicach. Syndromem paryskim– o który wszyscy mnie po tych pięciu dniach pytają- niech martwią się Japończycy. My każdy dzień zaczynamy od Edith Piaf, bagietki z dżemem i kawy, która jak na lurę z automatu, całkiem smaczna jest; ruszamy z placu Bastylii, gdzie nieopodal mamy swój ascetyczny pokój z trzema łóżkami i słabym oświetleniem. Byłam już kiedyś na południu Francji, ale…

read more Bonjour, Paris

4 Comments

Arizona dream. Wielki Kanion

14 sierpień 2013 Cztery autobusy chińczyków i nas siedmiu polskich boroków- ruszamy o świcie z Las Vegas w kierunku Arizony. Chcemy zdążyć przed tłumami i przed upałami. Na terenie rezerwatu plemienia Nawaho można się poruszać tylko ichnymi pojazdami, więc przesiadamy się w połowie drogi i powoli przez te wyboje zmierzamy do zachodniej części Wielkiego Kanionu, który już gdzieś tam z daleka się wyłania. Trochę zaspana jeszcze jestem, trochę nie mogę wyjść z podziwu i trochę nie dowierzam, że TU jestem,…

read more Arizona dream. Wielki Kanion

Leave a Comment

Las Vegas

12 listopad 2013 Już na lotnisku witają nas automaty do gry: chyba dobrze trafiliśmy. Przemarznięci za sprawą klimatyzacji, trochę zmęczeni, do tego zegarek znów nam przestawili trzy godziny do tyłu. Niby na plusie, ale wahania czasowe są częste i znaczne, a koniec końców i tak przyjdzie nam oddać te godziny. Po przekroczeniu  progu lotniska gorące powietrze bucha nam w twarz. W okolicach północy są trzydzieści trzy stopnie, jeden terminal od drugiego dzielą kilometry pokonywane autobusem, a my spieszymy na tropicana…

read more Las Vegas

Leave a Comment

Boston po raz drugi

Pakujemy te nasze dwadzieścia trzy kilo, każdy w pośpiechu, bo niemal ostatni opuszczamy camp. Nagle pusto i cicho się zrobiło: żadnego porannego good day sunshine echem roznoszącego się po całym campie, stukotów i tupotów ani obaw, że zaraz nam sufit na głowę spadnie, kiedy stado camperów się nad nami przetoczy. Czym prędzej się wynosimy, bo duchem i pustką wieje. Niby szkoda, ale w sumie to nie żal, chyba wszyscy jesteśmy zmęczeni, bo wiesz: ileż można? Kiedy my tu takie plany! Kolejnego dnia…

read more Boston po raz drugi

Leave a Comment

Ida w kinie

Ktoś nam wmówił, że polskie kino jest słabe, oparte o najprostsze schematy i na europejskim rynku w ogóle nie istnieje. Nie wspominając o światowym. Nie to, ze musimy, ale chyba trochę ślepo uwierzyliśmy, że potrafimy produkować tylko pseudo gangsterskie komedie, sprzedawać lepsze lub gorsze żarty, a wszystko inne jest w cieniu. Błąd błąd błąd. Ostatnio czas jest na wagę złota. Sama nie wiem kiedy lato w jesień, a jesień w zimę się zamienia- więc i przy tym średnia kilku tygodniowo…

read more Ida w kinie

Leave a Comment

Foggy Boston

To nasz pierwszy duży przystanek na wschodnim wybrzeżu. Nie liczę już Nowego Jorku z chwili, gdy postawiliśmy stopę w Ameryce. Lądowanie było twarde, choć ekscytujące, ale ciągle pełne zmęczenia, tłumów, ciasnych korytarzy metra i stromych schodów, których przeprawy dwudziesto-trzy kilowe walizki nam nie ułatwiały. Te wspomnienia choć teraz lżejsze, wymazuję. Tak, więc Boston. My zdeterminowani, żeby tylko wyrwać się z campa, zobaczyć jak wielki ten świat. Choć nigdy nie przypuszczalibyśmy, że bez samochodu ani rusz, a podróż do miasta odległego zaledwie…

read more Foggy Boston

Leave a Comment

Gypsy Joynt- ostoja hipisów w Great Barrington

Nic to, że Great Barrington to główna ulica, kilka skrzyżowań, podstawowych instytucji i połacie równo przystrzyżonych trawników. Miejsce do którego trzeba wpaść niezależnie od dnia tygodnia oraz grubości portfela to GYPSY JOYNT.  Po wizycie w Railroad Street, gdzie można dostać najsłodsze i nic z alkoholem nie mające wspólnego drinki (for your health z gryzącą ilością imbiru, jedyne 9$) oraz spokojnym i pozbawionym nastroju The Well, ostoja hipisów wprowadza w iście amerykański nastrój. Tutaj Steel Rail– lokalne piwo warzone w Berkshire-…

read more Gypsy Joynt- ostoja hipisów w Great Barrington

Leave a Comment

23.32

Czas jak wyżej. Ucieka mi przez palce i nie sposób go schwytać, za dwadzieścia minut kolejny dzień, a ja jeszcze się z tym nie rozliczyłam, kropka zief. Mam plan ambitny pokazać mój Nowy Jork, który tak jak reszta stanów utknął gdzieś w  folderach, i jeszcze San Francisco, które zachwyca, i Słowenię, którą tak rozpamiętuję. Szukam tego czasu bardzo skrupulatnie, planuję co do sekundy, ale powroty do rzeczywistości bywają naprawdę długie.. Zamiast tego dzielę się uroczą Audrey, która dzisiaj u mnie…

read more 23.32

Leave a Comment

Na styku Massechussets i Nowego Jorku…

… znajduje się Great Barrington. Żeby tutaj dotrzeć trzeba mieć bardzo szczegółową mapę, żeby zamieszkać- gruby portfel. Nie wiem co na to statystyki i może zaraz z ciekawości sprawdzę, ale według miejscowych Massechussets (zaraz obok niżej położonego Connecticut i dalekiej Kalifornii) uchodzi za najbogatszy stan w USA. Ludzie żyją tutaj dostatnio w swoich domkach z równo przyciętymi trawnikami (to moja ulubiona kwestia), a na podjeździe zwykle ze trzy auta dobrej marki stoją. Docierają nimi wszędzie. Bo od razu należy zaznaczyć,…

read more Na styku Massechussets i Nowego Jorku…

Leave a Comment

A w podróży podróżujemy

Temat podróżowania, planowania wyjazdów, wydatków oraz sposobów, którymi się posługujemy- prędzej czy później musiał wypłynąć. Nie liczymy się z kosztami czy raczej odkładamy grosz do grosza i wyznaczamy dzienny budżet? Jakie jest kryterium według, którego wybieramy miejsce docelowe? Jak i gdzie się żywimy? Nocujemy w hotelu, hostelu czy korzystamy z czyjejś uprzejmości? Biuro podróży czy żmudne przeszukiwanie Internetu, by złapać jakąś promocję? Wariacji na ten temat jest nieskończenie wiele. Wydaje mi się, że kluczowa jest odpowiedź na pytanie: czego oczekujemy…

read more A w podróży podróżujemy

Leave a Comment