Skip to content

scooltury Posts

„Mam na imię Lucy” – jak czasem ocenię po okładce

Książkę dostałam w jednym prezencie z prawniczymi wydawnictwami, prawdopodobnie dla zrównoważenia ilości paragrafów. I chociaż darowanemu w zęby się nie patrzy, to trochę z żalem spojrzałam jak inna dziewczyna wyciąga z torebki jeszcze pachnącego „Króla” Twardocha. Wtedy nie wiedziałam co prawda, że tak spodoba mi się jego „Drach”, który już czekał na półce, ale jak kapryszące dziecko chciałam właśnie TĘ książkę. Jednak na własność miałam Lucy. I chociaż ani tytuł, ani autorka nic mi nie mówiły, a okładka nie wydawała się specjalnie…

read more „Mam na imię Lucy” – jak czasem ocenię po okładce

Leave a Comment

Poczytuję za ważne

Za sprawą Bartka ostatecznie postanowiłam nie tracić czasu na kiepskie lektury i rezygnować z tych mniej istotnych, bo za mało, za mało czasu na te naprawdę warte przeczytania. A ja niejednokrotnie rozpoczynam, ciągle liczę, że z kolejną stroną dowiem się czegoś nowego, ciekawego lub że akcja stanie się wartka, a w połowie przerwać jest mi najzwyczajniej w świecie głupio. Lubię skończyć to co zaczęłam. A skoro już tak postanowiłam to dokonałam też wstępnej selekcji. Niełatwo się książek pozbywać, ale kupienie niektórych było…

read more Poczytuję za ważne

Leave a Comment

Berlin na jesień

Kiedyś myślałam, że Praga taka piękna i lubiłabym do niej wracać. Ale czy wracałam w sierpniu, czy w lutym, przez te wąskie kamieniczki tłumy się przelewały, most Karola był nie miejscem do spaceru, ale mocnego trzymania torebki i wymijania kolejnych grup z przewodnikami. A do Berlina bym teraz nawet nie wracała – zamieszkałabym – bo nie wiem, ile długich weekendów byłoby potrzebne, żeby to miasto lepiej poznać. Ukuło się ostatnio, że jest dobrym miejscem do życia. Są parki, dobra komunikacja, mnóstwo pięknych kamienic.…

read more Berlin na jesień

Leave a Comment

Signagi w Kachetii

To są ostatnie nasze dwa dni w Gruzji. Zobaczyliśmy Swanetię, zamoczyliśmy nogi w Morzu Czarnym przy brzegu Batumi, dotarliśmy też do Kazbegi. Teraz zostajemy w Tbilisi. Wystarczy nam już porannych pobudek, żeby czym prędzej rozpocząć trekking. Dlatego niespiesznie ruszamy metrem na dworzec Samgori i przez odgórnie narzucany niepośpiech spóźniamy się na marszrutkę, która miała odjechać o dziewiątej do Signagi w regionie Kachetii. Trochę zajęło nam jej szukanie, bo dworzec to w istocie bazar i nieoznakowana dżungla, ale trzymając się zasady koniec…

read more Signagi w Kachetii

Leave a Comment

Kilka ujęć z Kazbegi

Pojechaliśmy marszrutką z Tbilisi, gruzińską drogą wojenną. Nocleg u Mai, na wzgórzu, skąd na szlak już było bardzo blisko. Tego samego dnia po kilku ulewnych przestało w końcu padać. Pod wieczór mecz Polska- Szwajcaria w gruzińskim barze, przy jednym stole z Polakiem chcącym zdobyć Kazbek ze swoim synem, a za nami para starszych Szwajcarów spokojnie znosząca porażkę rodaków. Do piwa chinkali zamiast chipsów. Poranny spacer na wzgórze do kościoła Trójcy Świętej. Jeden rozbity namiot, poranek pewnie równie dla nich chłodny co dla…

read more Kilka ujęć z Kazbegi

4 Comments

Heart of Batumi

MEKKA PLAŻOWICZÓW Batumi to trochę polskie Międzyzdroje, trochę ruskie Las Vegas i oferuje wszystko co każdy przeciętny kurort: morze, plażę (kamienistą), promenadę ciągnącą się wzdłuż wybrzeża i oczywiście dużo turystów. Do Adżarii Gruzini, a przede wszystkim Rosjanie przyjeżdżają na wakacje. I to raczej nie jest cichy i spokojny urlop nad Morzem Czarnym. Batumi to gwarne miasto i trzeba dobrze się naszukać, żeby znaleźć jakiś zakątek dla siebie. Plaża za dnia może zatłoczona nie jest, ale pełna. Wieczorem z kolei, kiedy tylko upał opadnie,…

read more Heart of Batumi

Leave a Comment

Ushguli

Co prawda pierwszy zachwyt nad tym ogromem przestrzeni mieliśmy za sobą po drodze do Jezior Koruldi, ale nie mogę się powstrzymać, żeby od razu nie pokazać, jakie widoki czekają w Ushguli. Niby to też Kaukaz, równie zielono, też wysoko, szczyty białe, a kompletnie inaczej się tutaj oddycha. Wcale się nie dziwię, że ten rejon jest wpisany na światową listę UNESCO. Stąd jak już do Mestii się zajedzie, to warto pójść za ciosem i Ushguli uwzględnić w planach. u stóp Szchary – 5193 m n.p.m. DOJAZD…

read more Ushguli

Leave a Comment

Zachodniopomorskie Grzybowo

Muszę zacząć się uczyć, tak solidnie i na poważnie już, więc uznałam, że nie mogę teraz myślami błądzić zbyt często po mapach i odgrzebywać czerwcowej Gruzji, bo nigdy się z paragrafów nie odkopię. Dlatego przynajmniej kilka pocztówek z zachodniopomorskiego wkleję. W ogóle to ten brak ładu i chronologii w umieszczaniu wpisów kompletnie nie godzi się z moją uporządkowaną naturą, ale czuję, że teraz czas, żeby na moment zejść z kaukaskiego szlaku i Grzybowo tutaj pokazać. To był zaledwie przedłużony weekend…

read more Zachodniopomorskie Grzybowo

Leave a Comment

Swanetia: jeziora Koruldi

Najpierw lodowiec Chalaadi, później jeziora Koruldi. Do pierwszego droga jest znacznie krótsza i raczej spacerowa, stąd zdążyliśmy wrócić do Mestii uzupełnić energię i jeszcze przed zmrokiem dotrzeć do jezior. Plan był na styk, ale wykonalny. Z małą podwózką, lodowiec poszedł nam bardzo szybko i przyjemnie, co pewnie nieco uśpiło moją czujność. Wiedziałam, że 16 km do przejścia to sporo, ale nie do końca wyobrażałam sobie wysiłek, jaki trzeba w to włożyć. Wszyscy wiedzieliśmy, że przed nami kawałek drogi, ale bardziej niż różnica w wysokości (1400…

read more Swanetia: jeziora Koruldi

2 Comments

Swanetia: Lodowiec Chalaadi

Chalaadi, chalaadi, jak nasz kierowca mruczał pod nosem. Przyjeżdżając do Mestii jeszcze nie wiedzieliśmy jak rozłożyć w czasie trasy, które chcemy pokonać, postanowiliśmy tylko jak najmniej korzystać z możliwości płatnych podwózek. Jednak ludzie pisali i mówili, że na lodowiec nie warto maszerować aż od miasta, bo droga monotonna i długa (w sumie 25 km), dlatego korzystniej podjechać taksówką (50 GEL na 4 os.) do „mostka” (zdj.) i stamtąd dopiero pójść piechotą do języka lodowca. Przekalkulowaliśmy, że zaoszczędzoną energię można spożytkować na…

read more Swanetia: Lodowiec Chalaadi

Leave a Comment