Skip to content

Poczytuję za ważne

Za sprawą Bartka ostatecznie postanowiłam nie tracić czasu na kiepskie lektury i rezygnować z tych mniej istotnych, bo za mało, za mało czasu na te naprawdę warte przeczytania. A ja niejednokrotnie rozpoczynam, ciągle liczę, że z kolejną stroną dowiem się czegoś nowego, ciekawego lub że akcja stanie się wartka, a w połowie przerwać jest mi najzwyczajniej w świecie głupio. Lubię skończyć to co zaczęłam. A skoro już tak postanowiłam to dokonałam też wstępnej selekcji. Niełatwo się książek pozbywać, ale kupienie niektórych było pomyłką zalegającą na moich półkach od wielu lat. Dlatego sporą część takich pomyłek spakowałam do szmacianej kato-torby i postanowiłam oddać w dobre ręce. Sama zrobiłam miejsce dla nowych książek.

Po trosze to efekt stawiania na minimalizm. Zbyt dużo rzeczy mnie otacza, denerwują mnie przedmioty, które przekładam z kąta w kąt, a nie przedstawiają sobą żadnej wartości: chociażby sentymentalnej. Dużo rzeczy to dużo zamieszania, więcej sprzątania i mniej przestrzeni. Tak to widzę; żeby kupować mniej, ale z głową, robić częściej porządki i mieć większe pojęcie o tym co posiadam. Te moje dwa metry kwadratowe też się kiedyś w końcu zapełnią i muszę czuwać, żeby nie dopuścić do ekspansji przedmiotów na moją i tak niewielką wolną przestrzeń.

I tak zapakowałam stos książek z zamiarem sprzedaży lub oddania do antykwariatu, ale takie mam handlowe umiejętności, że bez żadnych negocjacji oddałam je za darmo, a z jedną z którą nie zamierzałam rozstać się za darmo, wróciłam do domu, bo antykwariusz nie miał nawet dziesięciu złotych w kasie. Ale lżejsza jestem o reklamówkę makulatury. Teraz już tylko miłe sercu na półkach będzie stało. Częścią podzielę się tutaj.

WIESŁAW MYŚLIWSKI – „Kamień na kamieniu”

Rozpoczęłam od „Traktatu o łuskaniu fasoli”, niedawno skończyłam „Kamień na kamieniu” i już postanowiłam, że wszystkie jego książki znajdą się na mojej półce (niestety tych tytułów nie jest aż tak dużo). Nie kojarzę innego pisarza, który by tak pięknie bajdurzył o życiu. Noblista upodobał sobie monologi, narrator opowiada i opowiada, a ja nadstawiam oka z zainteresowaniem.

To jest proza spokoju i wsi. Pełno tam kultury chłopskiej, dożynek, a życie wyznaczają pory roku. Tylko ta prostota życia wiejskiego i trudu pracy nie jest źródłem kpin, ale kopy uniwersalnych prawd. Narrator prosty człowiek, ale fantastyczny obserwator. Natomiast niekoniecznie wartka i przedstawiona chronologicznie akcja dzięki narracji i klasycznej polszczyźnie, jasności i celowości sformułowań, nie pozwala się oderwać. Mam bardzo dużo ciepłych uczuć do tych książek, proporcjonalnie do tego ile mądrości życiowych dla siebie w nich znajduję. Nie nudzę się kiedy ci bohaterzy opowiadają całe swoje życie od deski do deski, tyle tam wtrąceń i dygresji, ale wszystko pięknie składa się w całość.


„W pędzie tylko każdy taki mocny. I gdzie to pędzić? Niebo takie samo wszędzie, a od swojego przeznaczenia i autem nie ucieknie”


Już „Ostatnie rozdanie” czeka na swoją kolej.

PAUL AUSTER – „Dziennik zimowy”

Już kiedyś wspominałam tutaj, że Austera lubię i darzę szczególnym sentymentem, bo nieopatrznie poleciałam z nim do USA, nie mając pojęcia, że będzie pisał dokładnie o tym miejscu, w którym się znajdowałam – Great Barrington. Teraz sprawiłam sobie „Dziennik zimowy”, autobiografię autora. Trochę mierzy się w niej sam ze sobą, zwraca sam do siebie, mówi per ty. Dzięki temu atmosfera jest nieco bardziej prywatna i sprzyjająca zwierzeniem, momentami dosyć intymnym.

Bardzo to się lekko przyjmuje.

Na marginesie jeszcze tylko powiem, bo  jak kto do czynienia z nim wcześniej nie miał to pewnie nie wie, że Auster kręci też filmy: „Dym”, „Lulu na moście”. Obejrzyjcie.

KAREL ČAPEK – „Listy z podróży”

Nie mogę aktualnie za dużo się przemieszczać i zbyt często pakować walizki (chyba się powtarzam, bardzo możliwe), więc z chęcią przyjmuję czyjeś opowieści z podróży. A w „Listach z podróży” czeskiego autora jest ich trochę. Już zwiedziłam utęsknioną Toskanię, deszczową Anglię i Szkocję. Nie są to żadne skomplikowane opowiadania, raczej notatki z podróży, bardziej osobiste refleksje. Za przewodnik te listy na pewno nie posłużą. Chociaż opowieści nie są zbyt współczesne, bo podróże autora miały miejsce w dwudziestoleciu międzywojennym, to czas jakby stanął w miejscu i wiele spostrzeżeń zachowuje swoją aktualność. A przynajmniej warto się z nimi zapoznać, żeby ostatecznie wyrobić sobie własne zdanie i skonfrontować je z poglądami autora.

I tak sobie z nim jeżdżę, to tu to tam, jak mam tylko chwilę. Teraz akurat do Hiszpanii.

DARIUSZ ZABOREK – „Czesałam ciepłe króliki”

Tytuł jest dosyć absurdalny i mocno wyszukany, tak że trudno w ogóle przypuszczać co się za nim kryje. Ale ostatecznie znajduje swoje uzasadnienie w treści. To wywiad z lekarką, w młodości działającą w konspiracji, a następnie więźniarką obozu pracy w Ravensbrück. Ale na próżno szukać tutaj utyskiwania na okrutne czasy, pretensji, czy żalu. Chociaż w tle jej opowieści jest obóz koncentracyjny i okrucieństwa tamtych czasów, to wydźwięk jest nadzwyczaj optymistyczny. Rozmówczyni- kobieta niesamowicie pragmatyczna i rzeczowa przekonuje, że człowiek potrafi sobie poradzić w każdych warunkach, tylko trzeba chcieć żyć. Trzeba mieć w sobie tyle zaparcia, żeby pomimo wszystkich doświadczeń i okoliczności chciało się wstać, wykonać podstawowe czynności i zwyczajnie dalej żyć.


„Jakoś muszę umrzeć, ale na razie traktuję to nierealistycznie. Bo przecież mam dopiero dziewięćdziesiąt dwa lata. Lekarz, który robił mi echo serca mówił: Ale piękne, młode serce”.


Do tej lektury jakoś specjalnie nie trzeba się przymierzać. Może zająć najwyżej dwa wieczory, a dać wiele do myślenia.


Wie pan, życie składa się z poznania i z rozstania. Trzeba umieć się rozstawać. Psychicznie przede wszystkim, jeżeli się wie, że to nie jest na zawsze, że nic dobrego z tego nie będzie, że to musi się skończyć. To proces psychiczny, który trzeba przejść. Najgorsze jest zaskoczenie. Ale jeżeli człowiek widzi, że życie się kończy, to nie ma co z tym walczyć, bo to nic nie da. Domagać się nie ma sensu. Człowiek był, ale go nie będzie. 


Ważne tytuły sama chętnie przyjmę.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *