Skip to content

Pod MOCNYM aniołem

Pilch odkąd pamiętam, a porównując długość jego żywota do mego, to nie dziw, że może to być tylko część i kto wie jak istotna, dostarcza nam historii tak opisanych, że nawet gdyby były o niczym, to nikt nie miałby o to pretensji. Smarzowski nie gorszy serwuje nam ostatnio mocne i dosadne kino. Delikatne i przyjemne- to nie jego działka. Żadnego pitu pitu, zbędnych czułości i rozckliwiania się- nieprzejednanie dotyka spraw o które wieczne boje się toczą. A to skorumpowana policja z Drogówki, a to sprawy wojenne jak w Róży. Teraz picie- nasz sport narodowy.

Przyjeżdża do nas mnóstwo obcokrajowców. Oglądają wszystko z dystansu, mają bardzo ostrą widoczność, swoje zwyczaje i upodobania przyrównują do naszych i dziwią się rzeczom, które dla nas dziwnymi bynajmniej nie są. Poznaję kilku takich na wydziałowych zajęciach, których nieodłącznym elementem jest porównywanie kultur, wymiana wrażeń- to ożywia dyskusję. Ilość wódki, jaką jesteśmy w stanie wypić, niezależnie od miejsca i okoliczności (padają liczne przykłady z komunikacji miejskiej), szokuje tak Włochów, jak Hiszpanów i Francuzów. Sklepy z alkoholem czynne całą dobę, picie w miejscach publicznych i fakt, że zakazy mało kogo krępują- nie poprawia naszego wizerunku. Plus znieczulica społeczna, o której tyle się mówi i bije na alarm. Bronię, że to się nieco zmienia, że na świątecznych stołach zamiast czystej coraz częściej pojawia się wino i whisky, że powoli uczymy się zachodniego sposobu picia. Co nie zmienia faktu, że często do dna. Swojego i kieliszka.

To fantastycznie widać w filmie Pod mocnym aniołem: brak umiaru i opamiętania. Jakkolwiek różne są historie bohaterów łączy ich problem z alkoholem i świetna gra aktorów. To nie film o przyjemności picia, a trudności przestania. Smarzowski nie szczędzi nam żadnych widoków, nawet skrajnie fizjologicznych obrazów, gdzie paw za pawiem, a ja zakrywam czasem oczy i rozchylam lekko palce, chcąc niejako oszukać własny organizm, że niby nie patrzę i jemu lepiej od tego będzie. Na ekranie tymczasem odwyk za odwykiem, powroty na oddziały, reaktywacje postanowień i zbieranie sił na nowo. Na sali z kolei.. śmiechy-chichy takie, że głupio człowiekowi momentami, bo wiadomo, że film nie komedia, a dramat w czystej postaci i tu płakać a nie śmiać się trzeba. To jednak bez tej atmosfery lekkiego podejścia do tematu trudno byłoby przełknąć tak dużą dawkę rzeczywistości.

Piję, bo muszę, piję bo mi smutno, piję bo jest mi źle. Piję, bo lubię.
Rany, ja po tym filmie chyba nie mogę.

Idźcie do kina, bo tam Dorociński, Więckiewicz i Preis: towarzystwo doborowe i rzeczy ważne.
Jednak choć wszystko na dużym ekranie, to na komfort i odprężenie nie ma co liczyć.

Be First to Comment

  1. Odczuwam wręcz fizyczny ból z powodu tego, że jeszcze go nie widziałam. Moją chęć zobaczenia podkręca połączenie Pilcha i Smarzowskiego i jeszcze tutaj czytam, że tak bardzo warto. Poszerz mi dobę, proszę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *