Skip to content

Połonina Wetlińska i Smerek

DSC_9512

DSC_9516

DSC_9548

DSC_9529

DSC_9545

DSC_9538

DSC_9542

DSC_9543

DSC_9540

DSC_9498

DSC_9466

DSC_9440

DSC_9470

Zawsze nerwowo sprawdzamy przed wyjazdem pogodę, jakby od tego tylko i wyłącznie miała zależeć pomyślność wycieczki. Zapowiadali załamanie, więc na wszelki wypadek planszówki i książki wrzuciliśmy do bagażnika. I coś na rozgrzanie też. Przystanek w Jaśle, ostatnie pięćdziesiąt kilometrów do Wetliny po dziurach. Spanie jak na półkoloniach: duża noclegownia, roztocza w ciężkich gryzących kocach, wszędzie boazeria, w niej ukryty prysznic. Za oknem strumyk, więc nikt wcześnie nie wstaje w przeświadczeniu, że za oknem leje. Niebo zachmurzone i odwlekamy decyzję, czy w góry, czy czekać na słońce, jakie towarzyszyło nam w drodze na Chatkę Puchatka na Połoninie Wetlińskiej (1232 m n.p.m.). Ostatecznie ani kropla deszczu nie spadła, a my nie smagani, a ściorani wiatrem we mgle weszliśmy na Smerek (1222 m n.p.m.) i dalej w dół do wioski. I o dziwo, choć twarz czerwona i przewiana, to znacznie więcej frajdy i widoki piękniejsze niż w pełnym słońcu. Na regenerację naleśniki z jagodami w „Chacie wędrowca”. Potem twarde lądowanie, bo fura odmówiła posłuszeństwa i trzeba było myśleć o powrocie na Śląsk.

Lekki niedosyt, bo nie dotarliśmy na Tarnicę, ale to nic, wrócimy tu jeszcze.

 

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *