Skip to content

Kokkino Nero, polska wioska w Grecji

29 lipiec – 9 sierpień 2014

DSC_3551
W Tesalii góry stykają się z morzem- to pewnie stąd zmienna pogoda, która zmiotła nasze wyobrażenia o gorącej i wiecznie skąpanej w słońcu Grecji – z rana powietrze jest rześkie, wieczorami lubi się zachmurzyć i popadać. Przez to sąsiedztwo pagórków droga też jest dosyć kręta. Ale tam! nasza to już właściwie od polskiej granicy. Na Słowacji zatrzymała nas Policja niekoniecznie w celu skontrolowania pojazdu i naszego ewentualnego bezpieczeństwa w trakcie podróży, ale uzyskania darmowej kawy- w liczbie trzy , do tego dwie saszetki cukru, bo więcej wycieczkowicze nie mieli. Na serbskiej granicy celnicy zażądali piwa, a na macedońskiej waluta była mocniej oprocentowana. Wierzyć się nie chce, ale chyba tylko dzięki temu w dwadzieścia sześć godzin zdołaliśmy dotrzeć do KOKKINO NERO i zapragnęliśmy nigdy więcej do autobusu już nie wsiadać.

W tej wiosce Grecy zdają się być w mniejszości. Na stałe mieszka ich tutaj kilkunastu. Miejsce ożywa dopiero w sezonie, kiedy Polacy zjeżdżają się gromadnie. Szczególnie studenci, którzy dużo szumu wprowadzają do wioski, czasem zbytecznego. Na ulicach słychać głównie język polski, jak grecki- to raczej miejscowi handlarze. A i oni prędzej po polsku zrozumieją niż po angielsku. Momentami można zapomnieć, że jest się dzieścia godzin drogi od domu.

DSC_4036

Niemal dzień w dzień punkt ósma jestem na nogach, bo megafony sprzedawców nawołujących do kupna świeżych warzyw super arbuzów super– spać i tak nie dają. Ten megafon to początek niezbyt sprecyzowanego, ale wiadomo, że przyjemnego dnia. Śniadanie przy wejściu do budynku, które chwilowo na taras zamieniłyśmy. Miejsce w sam raz nadaje się do nieustających obserwacji życia wioski. Z widokiem na ulicę, gdzie ciągle coś się dzieje: przechodzą nieznajomi albo nowi znajomi, a to greczynka pogania dziecko, inni handlują, jedni do drugich pokrzykują kalimera. Zaskakujące jak trudno się oderwać,  to lepsze niż kino. I bez reklam.

DSC_3938
Wszystko co wczasowiczom potrzebne, jest na miejscu: plaża- w Kokkino kamienista, ale dwa kilometry na południe w Koutsoupia już prawie all inclusive: leżaki, piach, wszelkie urządzenia sportowe i dno morza łaskawsze, bo po kilku krokach od brzegu niewyczuwalne. Kilometr na północ z kolei dzika plaża: tam rozbijają się przyjezdni z namiotami. Przejście brzegiem morza jest utrudnione, wyłożone głazami, ale nieco wyżej, lasem ciągnie się wydreptana już ścieżka, którą bardzo szybko można przejść na drugą stronę.

DSC_3719
dla wielbicieli naturalnych źródeł: krioterapia
DSC_3721
dla zapalonych historyków- pozostałość mostu bizantyjskiego, położona nieopodal głównej drogi, na skraju lasu
DSC_3718
miejscowa cerkiew

DSC_3705
Dzień w dzień miejscowy rzeźnik kroi płaty mięcha na świężym powietrzu, na stole przytwierdzonym do podłoża, nie pokrytym żadnymi środkami zabezpieczajcymi, niczym co zapewniałoby jakąkolwiek sterylność. Przekłada je bez rękawiczek, paluchami które cały dzień miętoszą papierosy i siegają po kubek frappe. Niejedni mogliby się oburzyć, a tutaj nikt się nie dziwi. Klientów widuje się tam z rzadka. W Kokkino głównie tacy jak on: starsi, na emeryturze kręcą swoje biznesy. Prowadzą małe sklepy spożywcze, tawerny, których jest kilka, prowadzą handel obwoźny lub wieczorami grillują kukurydzę za euro pięćdziesiąt. Młodych Greków jak na lekarstwo.
Zgubić się tutaj jest rzeczą niemożliwą. Wioska położona przy głównej drodze, zbudowana w oparciu o dwie ścieżki. Mówienie ulice -byłoby nadużyciem, a główne- nieprawdą, bo pobocznych też raczej nikt nie widział. Dwadzieścia minut i po wycieczce wokół Kokkino.

DSC_3727
widok na wioskę z głównej drogi

Tutaj w otoczeniu głośnych cykad, które na jednych działają jak kołysanka, na innych jak płachta na byka (to jak z jedzeniem płatków śniadaniowych: jedni z zimnym, a inni z ciepłym mlekiem) można naprawdę odpocząć. Ale wokół tyle do zobaczenia, że długo w jednym miejscu wysiedzieć nie da. Tym bardziej, że jest trochę jak w rysunku M. Dunaj: „wyjeżdża człowiek do raju, a tu wszędzie Polacy: kurwa tu, kurwa tam”.

Stomio i Ambelakia: stopem po wioskach Tesalii
Meteory. Wiszące klasztory
Ateny, take a look
Saloniki
Jedz po grecku, czyli w tawernie

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *