Skip to content

Soley, party girl z Islandii

Już swego jesiennego czasu dużo u mnie było słychać islandzkich wokalistów. To ci niepozorni, z delikatnymi głosami, często śpiewający w jakimś niezrozumiałym języku, których muzyka potrafi zauroczyć nawet bez rozumienia ich słów (Olafur, Asgeir). To nie przychodzi w mig, dźwięki szybko nie zapadają w pamięć, ale za to dłużej tkwią gdzieś w człowieku. Tak z ‚Prettey face’ Soley właśnie było.

Z tym że podobnie jak w przypadku CocoRosie, ta muzyka nie porwała mnie tak, że wypełniałam nią każda wolną minutę, syndrom zapętlenia nie pozwalał przestać jej nucić, a w głośnikach nic innego nie było słychać. Dopiero na koncercie zostałam absolutnie oczarowana wdziękiem i urokiem (tak muzyki, jak i wokalistek). Soley w swoich wiecznie opadających nerdowskich okularach, robiąca wrażenie zamkniętej i zahukanej dziewczyny, nawiązuje świetny kontakt z publicznością. To przy pomocy dużej dawki dystansu do swojej smutnej muzyki (‚it’s a party, party song, i made it especially for party’) i ironii, którą przecież przekazać w obcym dla obu stron języku nie jest tak łatwo. Ani kompleksów, ani odcięcia od publiczności nie sposób jej wytknąć.

Wszystkiego dopełniał klimat małej sceny katowickiego Rialto.

Posłuchajta w wolnej chwili, bo dobrze robi na duszę i na głowę.

piątek, 22 maja 2015

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *