Skip to content

Sri Lanka – o te miejsca warto zahaczyć

Poniżej zamieszczam mapę z trasą, którą skroiłyśmy pod swoją dwutygodniową wycieczkę. Sri Lanka to duża wyspa i atrakcji wystarczyłoby spokojnie na dwa miesiące, dlatego wiele miejsc po drodze trzeba było pominąć. Rozpoczęłyśmy od azjatyckiego zgiełku w Kolombo, po czym kierowałyśmy się na północ do Sigiryi, zmierzając już później na południe w kierunku wybrzeża. Oprócz przedstawienia trasy, którą można wykorzystać, opisałam poniżej atrakcje, które okazały się dla nas… naprawdę atrakcyjne. Ta wyspa jest niesamowicie turystyczna i czasem, chociażby ze względu na oblężenie przez ludzi, coś potencjalnie ładnego traci wiele ze swojego uroku (np. Ravana Fallls w sobotnie popołudnie). Poniżej czego nie chciałabym pominąć.


MAPA TRASY


1. Colombo, 2. Dambulla i Sigirya (2 dni), 3. Kandy, 4. Adam’s Peak (Hatton), 5. Ella (Little Adam’s Peak, Ravana Falls, Diyaluma Falls, Nine Arch Bridge -2 dni), 6. Park Narodowy Udawalawe 7. Tangalle (2 dni), 8. Pitiwella – Bara Beach Home (2 dni), 9. Hikkaduwa (2 dni #niepolecam).


1. Trasa pociągiem Kandy – Hatton – Ella


Dla turysty przyzwyczajonego do europejskich pociągów to może być nie lada rozrywka. W przeciwieństwie do naszych kolei, w lankijskim pociągu drzwi do wagonu nie są w ogóle zamykane, za to mogą się w nich wygodnie rozsiąść dwie osoby. Wystawanie na schodkach wagonu lub wychylanie się też nie wydaje się naruszać tutejszych zasad bezpieczeństwa. Zamiast klimatyzacji, obieg powietrza zapewniają szeroko otwarte okna i wiatraki uczepione sufitu. Dla turystów to miejscowy folklor, dla lankijczyków standard, a dla mnie dziecięca frajda tak wysiadywać w drzwiach (pomimo początkowego strachu, że w tunelu nogi człowiekowi ukróci).

Dla wiatru we włosach warto wybrać wlokący się pociąg. Ale można też na krótszym odcinku, bo przy zawrotnej prędkości rozwijanej przez lankijski zug na tej trasie (powiedziałabym, że średnio 30 km/h) przejechanie całego odcinka, czyli w sumie ok. 140 km, zajmuje blisko 6 godzin. Nie jest to nawet inter regio, o pendolino nie wspominając. Stąd dla przeciętnego europejczyka, po pierwszym dreszczyku emocji, może to być nie tylko okazja do podziwiania, ale też powód do zniecierpliwienia. Dlatego nie trzeba jechać z samego Kandy, a można wybrać skróconą trasę np. z Nuwara Elija do Elle, gdzie podobno widać najwięcej pól uprawnych herbaty.

Trzeba pamiętać, że te miejscowości położone są w górach i pogoda bywa tu kapryśna. W naszym przypadku w okolicach Nuwara Elja nastąpiło załamanie pogody. Ochłodziło się znacznie i momentalnie słońce, które grzało nam nogi, zastąpił przeszywający zimny wiatr przy akompaniamencie niezbyt obfitego deszczu. Wtedy już mało kto był zainteresowany siedzeniem w drzwiach i na wartości zyskały miejsca w przedziale. Takie też bez większego problemu znalazłyśmy. Dlatego tym bardziej, jeśli nie potrzebujecie pewnych miejsc, nie macie kilogramów bagażu ani ochoty wcześniej zadbać o bilet, to wystarczy w dniu odjazdu kupić na stacji kolejowej bilet w III klasie i jechać razem z miejscowymi, nie martwiąc się zbytnio potencjalnym brakiem siedziska. Ludzie wsiadają wysiadają, lankijczycy są przyjaźni i chętnie ustępują miejsca nawet przy oknie, żeby można było robić zdjęcia.


2. Adam’s Peak


Porannemu wejściu na szczyt Adama poświęciłam osobny wpis, zachęcam zajrzeć TUTAJ po więcej.


3. Pitiwella – Bara Beach Home


Jest takie miejsce nieopodal Galle, które skupia głównie backpackersów (97, Galle Road, Pitiwella, 80000 Galle, Sri Lanka). Nie ma w nim specjalnych luksusów. Wszystko po taniości, sklecone z desek, ale odmalowane z pomysłem. Nie ma osobnych łazienek, a w tych wspólnych nie ma nawet kafelek. Jak się dobrze zastanowić to nie ma nawet porządnego prysznica. Jest za to atmosfera luzu, cały dzień dobra muzyka i piękne zachody słońca.

Processed with VSCO with m5 preset

IMG_0699


4. Diyaluma Falls


Ostatecznie dotarłyśmy do wodospadów kolejnego dnia, z prywatnym kierowcą i nowo poznanymi Jolą i Michałem z Kołobrzegu (jak znacie to uczucie, kiedy ni stąd ni zowąd spotykacie ludzi, którzy nadają na tych samych falach co wy, to właśnie tak było w tym przypadku). Dzień wcześniej lankijscy kierowcy i naganiacze wystawili naszą cierpliwość na próbę. Chciałyśmy dojechać do Diyaluma Falls po zobaczeniu (tłumów pod) Ravana Falls. Miałyśmy jeszcze całe popołudnie i wystarczyło przesiąść się do dobrego autobusu w Wellawaya. Jednak ze względu na źle pojętą życzliwość miejscowych naganiaczy to było znacznie utrudnione. Najpierw skierowano nas na złą stronę dworca, skąd miał rzekomo odjeżdżać nasz autobus. W drodze okazało się, że jednak to nie ten i po godzinie wylądowałyśmy ponownie na dworcu w Wellawaya, budząc szydercze uśmiechy na twarzy tych samych naganiaczy i kierowców, którzy po raz kolejny próbowali nas przekonać, że bez ich słono opłaconej pomocy sobie nie poradzimy. Zezłoszczone i zniechęcone tym jak nas potraktowali wróciłyśmy do Elle z planem znalezienia prywatnego kierowcy. Ostatecznie wyszło nam to na dobre, bo miałyśmy więcej czasu na tych wodospadach i poznałyśmy przemiłych Polaków, których zdjęć w strojach kąpielowych oszczędzę, ale już oni wiedzą, że o nich mowa.

DSC_2986


Zielone tereny na obrzeżach wiosek i miast 


Oprócz kurzu i zgiełku w miastach jest tutaj mnóstwo zieleni i zróżnicowanej roślinności. Pod kątem przyrodniczym Sri Lanka ma do zaoferowania sporo parków narodowych, wodospadów, są góry, znajdzie się też dżungla (np. Sinharaja). Postanowiłyśmy pobyć trochę dalej od centrum atrakcji turystycznych licząc na spokój i ciszę. Zamieszkałyśmy w drewnianym domku, na rodzinnej farmie z widokiem na lwią skałę, gdzie jadłyśmy bodaj najpyszniejsze śniadania na Sri Lance (Farm Garden Resort). Potencjał na stworzenie naprawdę idealnej miejscówki jest tam duży, tylko jakby właściciele tego nie ogarniają. Miały być dostępne rowery, którymi chciałyśmy przejechać się po okolicznych terenach. W ogłoszeniu pominięto jednak, że są zardzewiałe, w tym jeden w ogóle trzeba byłoby naprawić. Gdy nie chciałyśmy się zgodzić na obwożenie nas wszędzie za dwukrotną cenę, bez pardonu zrażano do nas tuk tukarzy, na koniec obdzielono brudną pościelą. Ostatecznie chociaż miejsce bajeczne, to sposób, w jaki traktuje się tam gości nie zostawił najmilszych wspomnień. Ale może wy będziecie mieli więcej szczęścia 🙂

DSC_0519

DSC_2769


Plaża w Tangalle


Pusta nawet w sezonie. Akurat nie mam takiego zdjęcia, ale słońca tutaj też było dużo. Nieopatrznie zmieniłyśmy Tangalle na Hikkaduwę, żeby przed odlotem być bliżej lotniska. A tam stonka turystów i palenie śmieci przed hotelem.. lepiej zostać dłużej w Tangalle.

DSC_3127a

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *