Skip to content

Swanetia – na (piękną) północ Gruzji


W DRODZE DO MESTII


W nagłówku swańskie wieże, tak typowe dla gruzińskiego Kaukazu. Będąc w Tbilisi od tego widoku dzieliło nas przynajmniej 8 godzin drogi marszrutką, która zaraz na obrzeżach miasta złapała gumę. Wiem, czytałam, uprzedzali, że to na porządku dziennym. Ale wyrwana z pół snu harczeniem, zgrzytem i takim okrutnym rzężeniem, byłam przekonana, że to co najmniej koniec świata. Niecodzienność dla mnie takie wypadki, dla Gruzinów to najwyżej awarie. Natomiast, podczas gdy my z innymi turystami z uwagą przyglądaliśmy się sprawnej wymianie opony, Gruzini pozostali absolutnie niewzruszeni. Kobiety zajmujące przednie siedzenia nawet nie wyszły z busa. Ich strata, ominąć taki widok porannej mgły osiadającej na przedmieściach Tbilisi. W ten sposób motorem naszej podróży do Swanetii stała się konieczność znalezienia nowej zapasowej opony. Co rusz zatrzymywaliśmy się u jakiegoś mechanika w głośnym Kutaisi.

DSC_7122

W sumie podróż zajęła ok. 10 godzin, wliczając fakt, że podwiezieni na dworzec Didube (dzięki uprzejmości menadżera hotelu) o godzinie 6 rano, czekaliśmy jeszcze godzinę na odjazd. Zasadą jest, że marszrutka odjeżdża zapełniona. Przyzwyczajenie do punktualności trzeba porzucić. Na tablicy dworcowej widnieje napis, że marszrutka odjeżdża o 7, ale o tej godzinie można się już nie załapać na żadne wolne miejsce (chociaż o godzinie 8, miała odjechać jeszcze jedna ze względu na ilość chętnych). Nikt nie informował jaka jest cena, po prostu bliżej odjazdu jakiś jegomość (bo nawet nie kierowca) zaczął zbierać pieniądze. Podpatrzyliśmy, że inni dają 30 GEL i tyle też przygotowaliśmy. Przerw na trasie było sporo. Nikt nie uprzedzał ile ona potrwa, ludzie rozchodzili się i wracali na czas – jakikolwiek on był.

Więcej detali dotyczących środków lokomocji trzymam w garści przydatnych informacji. Dodam tylko, że planując podróż trzeba uwzględnić, że marszrutki dalekobieżne nie jeżdżą jak polski bus nocą; wyjeżdżają rano i niekoniecznie wracają w ten sam dzień. To chyba dobre rozwiązanie, biorąc pod uwagę kulturę jazdy.. Ewentualne nocne przejazdy są możliwe pociągiem.

Warto jeszcze dodać, że do Mestii można dolecieć samolotem z Tbilisi (info@vanillasky.ge). Bilet jest zaledwie dwa razy droższy od marszrutki, a jak opowiadali nam napotkani Holendrzy- dla lotu nad Kaukazem warto.

DSC_7129


MESTIA  – GÓRNA SWANETIA – 1500 m n.p.m.


Jedna główna ulica wiodąca do „centrum” miasta, w którym stoi niepozorny nazwijmy to urząd miasta, kilka knajpek, plac na którym zatrzymują się marszrutki, agencja turystyczna, a to wszystko otoczone górami, których szczyty znajdują się na granicy wiecznego śniegu. Słońce szybciej się chowa, spać chodzimy z kurami, poranki i wieczory są chłodne, ale to wystarcza, żeby naładować akumulatory potrzebne w dzień na trekking. Supermarketu żadnego. Kilka mniejszych sklepów, gdzie ceny są podwojone, ale trudno się dziwić Swanom, że chcą zrobić interes, skoro najpierw towar muszą dowieźć w te wysokie góry. Zamieszkaliśmy u siostry Nino Ratiani, bo ona sama nie miała już więcej wolnych miejsc. Mnie cieszą wieczory pod kocem, na werandzie. Mieszkamy po drugiej stronie ulicy, a mamy własną werandę, warunki przyzwoite, portret Stalina w komodzie i krowę, która muczy i wiadomo, że trzeba wstawać.

Pięknie o tej krainie piszą, że to osiedle typu miejskiego. Moje żorskie osiedle wyglądało kompletnie inaczej. Z drugiej strony miano miasta też byłoby nieco na wyrost. Wydaje się to bogatszą wioską w górach, która teraz się rozwija niesamowicie dzięki turystyce, ale do Zakopanego daleko (i to raczej komplement). Mestia to właściwie baza wypadowa na szlaki górskie. Trudno spotkać kogoś, kto powie, że po prostu przyjechał do Mestii, zawsze czai się za tym jakiś plan. Jedni do Ushguli, inni na lodowiec, tylko w różnych konfiguracjach.

Poniżej trasy, które nam udało się zrobić.

DSC_7148 DSC_7156DSC_7139 DSC_7141DSC_7136


LODOWIEC CHALAADI


Gdyby iść piechotką z centrum Mestii, to trasa wyniesie 25 km i zajmie przynajmniej 6 godzin. Z tym, że wiedzie głównie przez obrzeża miasteczka, a następnie drogę szutrową i raczej nie należy do najbardziej urokliwych. Warto zaoszczędzić czas i podjechać do mostu taksówką (ok. 10-15 GEL). Stamtąd już tylko 1,5h do lodowca i jest to raczej przyjemny spacer, na pewno nic specjalnie wymagającego. Dobre na rozgrzewkę, a widoki zachwycają. Korzystając z podwózki oszczędzamy 3 godziny, w ciągu których możemy już przejść np. część trasy na jeziora Koruldi.

DSC_7209


JEZIORA KORULDI 3300 m n.p.m.


Na dotarcie do Jezior Koruldi i zejście z powrotem do Mestii trzeba liczyć ok.  8- 9 godzin (16 km). Do pokonania jest różnica wysokości 1400 m. Trasa składa się właściwie z dwóch etapów: strome podejście do krzyża (ok. 2200 m n.p.m.) krótszą, lecz bardziej wymagającą trasą lub łagodniejszą, bardziej turystyczną, a następnie „prosto” do jezior, które same w sobie nie zabierają dechu w piersiach (fot. Bartek), ale widoki po drodze jak najbardziej. Weźcie sporo wody.

DSC_0605


USHGULI 2200 m n.p.m.


Wszędzie przeczytacie: jedna z najwyżej zamieszkanych w Europie wiosek w górach. Nie sposób tam nie pojechać będąc w Swanetii, chociażby ze względu na widok na Shkharę (najwyższy szczyt Gruzji), u której stóp leży wioska. Można dotrzeć piechotą (4 dni), marszrutką (wyjeżdża o 9 rano z Mestii, 30 GEL) albo taksówką (dobra cena to 180 GEL na 6 osób). Przy czym, żeby marszrutka pojechała też potrzeba przynajmniej 6 osób, więc warto się dobrać wcześniej.

IF


ILE CZASU PRZEZNACZYĆ NA SWANETIĘ?


A ile go masz?
Moja wyprawa do Gruzji była przekrojowa: odwiedziliśmy kilka regionów i na Swanetię przeznaczyliśmy tylko 3 dni i to uważam za absolutne minimum. Udało nam się przejść dwa szlaki i pojechać do Ushguli. Wystarczy, żeby się zachłysnąć, może nawet zadowolić, ale gdyby tylko pozwalała mi na to kondycja, to dla tych widoków i psychicznego odpoczynku zrobiłabym jeszcze kilka tras ponad te, które za nami. Ten region (wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO) to bez dwóch zdań perła Gruzji i radzę nie żałować żadnego dnia. Szkoda przedzierać się przez pół kraju i wspinać tak wysoko, żeby jedynie liznąć Kaukazu. A on naprawdę wciąga!

 

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *