Skip to content

Tag: wydawnictwo czarne

Poczytuję za ważne

Za sprawą Bartka ostatecznie postanowiłam nie tracić czasu na kiepskie lektury i rezygnować z tych mniej istotnych, bo za mało, za mało czasu na te naprawdę warte przeczytania. A ja niejednokrotnie rozpoczynam, ciągle liczę, że z kolejną stroną dowiem się czegoś nowego, ciekawego lub że akcja stanie się wartka, a w połowie przerwać jest mi najzwyczajniej w świecie głupio. Lubię skończyć to co zaczęłam. A skoro już tak postanowiłam to dokonałam też wstępnej selekcji. Niełatwo się książek pozbywać, ale kupienie niektórych było…

read more Poczytuję za ważne

Leave a Comment

Wszystkie wojny Lary

Ostatnimi czasy na półce czekają głównie reportaże. Im bardziej tęskno do pakowania walizki, tym więcej ich czytam, a czarne tyle dobrego wydaje, że trudno nadążyć. Ja szczególnie na Gruzję teraz spoglądam. Mam bilet i ciągle zbyt małe pojęcie o kraju i zwyczajach tam panujących. Gościnność, natura, piękne krajobrazy. Wszystko to już słyszałam albo gdzieś przeczytałam. Boję się, że jak teraz coś istotnego mi umknie, to przegapię to na miejscu. Dostałam na jesień od Krzyśka „Wszystkie wojny Lary” W. Jagielskiego, bo pani…

read more Wszystkie wojny Lary

Leave a Comment

Papusza: albo będzie z niej wielka duma, albo wielki wstyd.

Nie pisz wierszy, bo będziesz nieszczęśliwa. Trochę tak jak gdyby Cygance Cyganie przyszłość wywróżyli. Listopad to wiszące nade mną chłody, które chociaż spodziewane zawsze przychodzą znienacka. To też potrzeba ogrzewania tych ciemnych wieczorów, które już popołudniu nastają. Sałatki zmieniłam na ciepłe jaglanki z owocami, owsianka na razie poszła w odstawkę. Te owoce to bardzo szumnie powiedziane: głównie banan i jabłko, żadne rozmaitości. To tylko dla towarzystwa książek, do których może w końcu uda mi się zajrzeć i filmów, które może…

read more Papusza: albo będzie z niej wielka duma, albo wielki wstyd.

Leave a Comment

4 lipca 2014, ponad tydzień jak zostałam magistrem. I gdzie ten splendor, sława i zawrotna kariera? Na razie tylko grypa przyszła z tego całego zamieszania, czasowego spięcia i nerwówki. Teraz, kiedy myślę czy sokowirówkę nad morze targać, żeby codziennie świeże soki z mamą na śniadanie serwować, czy blender, żeby zupy- kremy tworzyć na te gorrrące dni, które PRZECIEŻ nad polskim morzem zastaniemy, to już spokojniejsza jestem i jakby w kościach mnie mniej łamało. Tylko to ograniczenie bagażowe: że jak się…

read more

Leave a Comment